Fujifilm X-100(S) w pigułce
Na ostatnich warsztatach Fujifilm wypożyczyłem aparat X-100S, aby przekonać się, ile prawdy jest w "ochach" i "achach" jego użytkowników. Wiadomo, aparacik mały, przyjemny i dający ponoć całkiem ładny obrazek. Jego walory postanowiłem sprawdzić w naprawdę ciężkich warunkach (jakimi bez wątpienia są rowerowe zawody sportowe). Plusy i plusiki Na pewno aparat jest poręczny i do tego lżejszy od X-E1. Wbudowany na stałe obiektyw 23/2 wystaje z obudowy naprawdę minimalnie, a jednak mimo kompaktowych wymiarów całości, znalazło się w aparacie miejsce na wszystkie potrzebne pokrętła. Z zazdrością skonstatowałem, że tylne kółka pracują o wiele lepiej w X-100S, niż w X-E1 (mam na myśli zarówno płaskie kółko "na pleckach", służące do np. włączenia trybu makro, jak i kółko "wbite" pionowo, służące m. in. do zmiany trybu wyświetlania informacji na ekranie). Oba dają pewien opór i sprawiają, że operowanie nimi jest o wiele przyjemniejsze niż "luźnymi...