Ludzie gadają
Po dwunastu latach zacząłem znów korzystać z komunkacji publicznej. Poza tym, że wymaga to ode mnie więcej ruchu niż dojazdy prosto spod domu do pracy (i dobrze!), powoduje zauważanie pewnych rzeczy. Chciałem napisac najpierw o perspektywie poznawania nowego miasta z okien autobusów i tramwajów, ale jednak wygrało gadanie. Ktoś, kto nie chodzi zbyt często po miejskich ulicach, nie zauważył pewnie swego rodzaju fenomenu, jakim są gadający ludzie. Ludzie gadający do siebie. I nie, nie chodzi mi tylko o tych, którzy na cały głos prowadzą rozmowy telefoniczne, ludzi w tramwaju traktując jak powietrze. To jest jeszcze w miarę zrozumiałe. Chodzi mi o tych, którzy gadają do siebie. To doprawdy dziwne uczucie, kiedy stoisz na przystanku, a obok Ciebie zatrzymuje się mężczyzna, wypatrujący nadjeżdżającego w dali tramwaju, jednocześnie mówiący półgłosem: - No i rzeczywiście, zdążyłem, tylko po co? Może siódemka byłaby lepsza, trzeba się będzie przesiąść. No i jeszcze... Albo babcinka, która ...