poniedziałek, 5 grudnia 2016

[S] Wytwórnia chmur

Dzisiaj najpierw zdjęcie, później opis:

Zdjęcie jak zdjęcie - ani odkrywcze, ani intrygujące. Kolejna realizacja pomysłu na "wytwórnię chmur" z wykorzystaniem turkowskiej elektrowni. Ale...

Było sobotnie przedpołudnie, kiedy wjeżdżałem do Turku. Słońce starało się nieco ogrzać skostniałą od mrozu ziemię, póki co bez widocznych efektów.

Kłęby nad elektrownią zobaczyłem już przejeżdżając przez Słodków i od razu postanowiłem, że muszę zrobić zdjęcie z "mojego" miejsca. Mam bowiem takie ulubione miejsce, z którego można zrobić ujęcie elektrowni bez przeszkadzających budynków czy drzew.

Jak to u mnie, od pomysłu do przemysłu droga była krótka i zdecydowana, więc już po jakimś kwadransie zmierzałem szybkim krokiem w stronę fotograficznego ustronia. Niestety, na miejscu okazało się, że kadr rujnuje jakiś samochód, którego właściciel postanowił wyrzucić śmieci na polu. Co w takim wypadku robi fotograf? Zmienia pozycję, oczywiście.

Tak się złożyło jednak, że moje miejsce znajduje się w pobliżu strumyka. W bezpośrednim pobliżu, można nawet rzec. No i stało się to, co nieuniknione - noga postawiona nie tam, gdzie trzeba, usuwająca się kępa jesiennej trawy, szybki zjazd po skarpie i chlup! Obie nogi do połowy łydek (to najpierw), prawa po biodro (chwilę później). Jak to u mnie, sprzęt nie ucierpiał, instynktownie uniesiony do góry (co było bezpośrednią przyczyną skąpania prawej strony, bo nie mogłem się wesprzeć ręką)...

No nic, przygoda przygodą, ale przecież zdjęcie niezrobione! Wygramoliłem się więc ze strumyka i po ustawieniu odpowiednich parametrów, zrobiłem powyższe zdjęcie. Ani odkrywcze, ani intrygujące - za to skrywające historię, której by się nikt nie spodziewał...

czwartek, 1 grudnia 2016

I tak się nie poddam!

Można powiedzieć, że sam się o to prosiłem. Po raz kolejny optymizm i dobre chęci dostały po głowie od skrzeczącej rzeczywistości. Po pierwszej fali entuzjazmu nastały szare dni. A wszystko dlatego, że lepsze jest wrogiem dobrego.

W czym rzecz? Zachciało mi się sięgnąć do historii i poinstalować więcej instrumentów i brzmień - w końcu, jeśli już wracam do zakurzonego hobby, dlaczego rezygnować z czegoś, co się już ma? Ano właśnie.

Zaczęło się od tego, że na cztery produkty trzy okazały się nieużywalne. A nawet "nieinstalowalne". Po prostu. Masz, człowieku, numery seryjne, zakupiłeś licencje i figa. Postanowiłem się nie poddawać, tylko zacisnąć zęby i odzyskać dostęp. Klawiatura zagrzała się od pisanych do supportów listów.

Dalsza część przypomina nieco zabawę w kotka i myszkę. W jednym przypadku udało się bez problemu - odpowiedź dostałem po niespełna godzinie i już bez problemów mogłem doinstalować odpowiednią wtyczkę. W drugim i trzecim przypadku okazało się, że teraz już nie da się oprogramowania po prostu pobrać - trzeba instalować specjalne instalatory, które łączą się z serwerami producentów i pobierają, co trzeba (a raczej, na co pozwala licencja).

No i oczywiście okazało się, że wspomniane instalatory robią wszystko, żeby utrudnić człowiekowi życie. Nie masz specjalnego konta u producenta? Założysz, bo musisz mieć. Spieszy Ci się i nie chcesz przechodzić przez kreator? Spokojnie, przejdziesz, przejdziesz. Instalator nie widzi Twoich licencji? Napisz do supportu, który doradzi Ci jego (instalatora) usunięcie i wgranie na nowo. Pobrałeś już wszystko, co trzeba i myślisz, że to koniec? O, nie, nie, teraz jeszcze aktywuj produkt. Nie chce się aktywować? Support pomoże (w jakimś skończonym czasie).

A to wszystko pod warunkiem, że udało Ci się producenta przekonać, że rzeczywiście licencję posiadasz. W jednym przypadku producent odesłał mnie do innej firmy (bo to od niej kupowałem), a z kolei tamta firma po podaniu tajemnego numerka odesłała mnie z powrotem. W końcu udało się i dostałem nowy numer seryjny, który (o dziwo) zadziałał i mogłem pobrać instalator. W mailu widniała informacja, że muszę jeszcze poczekać na drugiego maila z numerem aktywacyjnym (!), a gdy po trzech dniach nic nie dostałem, dowiedziałem się od supportu, że to ten sam numer, co instalacyjny, tylko trzeba nie wpisywać dwóch ostatnich znaków (bo się nie mieszczą). Powiadam Wam, prawdziwe cuda!

Teraz czekam, aż dotrze do mnie nowsza wersja klucza iLok, wymaganego przez trzy pluginy. Może wtedy wreszcie wszystko zadziała?

A tymczasem kto chce, może posłuchać jednego zupełnie nowego utworu w wersji demo.

niedziela, 27 listopada 2016

[S] Zimno, ale w ciepłych barwach

Przysłona: f/4,5, Czas: 1/680 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 0.02 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Jako bonus jedno z niewielu żyjątek, które dotrwały do końca listopada:

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

sobota, 26 listopada 2016

[S] Smugi małe i duże - bez smug

Dzisiaj coś w rodzaju suplementu do wpisu Smugi małe i duże - czyli komplet zdjęć, ale pozbawionych smug. Do oceny, które lepsze:

Przysłona: f/8, Czas: 14 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 18 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/2,5, Czas: 1.3 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4,5, Czas: 1.7 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/16, Czas: 13 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.3 sec, Ogniskowa: 18,0 mm