poniedziałek, 27 października 2014

Byle jak, byle gdzie, byle było

Do wyborów samorządowych już niedaleko, a chociaż nie chcę wprowadzać polityki na łamy mojego bloga i z żadnym z ugrupowań politycznych się nie utożsamiam, ciężko jest mi zignorować to, co dzieje się na swarzędzkich ulicach. A właśnie zaczęło się dziać - gdzie popadnie, pojawiają się dykty z plakatami wyborczymi różnych różnistych kandydatów. Nie wiem, czym kierują się sztaby wyborcze kandydatów (jeśli są tam jakieś sztaby), ale NA PEWNO nie są to ani zdrowy rozsądek, ani poczucie estetyki. Temu pierwszemu zaprzecza trend do wieszania "n" wizerunków jednego kandydata/kandydatki obok siebie - czy dwadzieścia portretów ustawionych obok siebie tak bardzo zwiększa "siłę rażenia" i zachęca wyborców do głosowania? Poczucie estetyki w polskiej przestrzeni w ogóle nie funkcjonuje, więc trudno mieć może pretensje akurat do kandydatów, jednak gdyby któryś z nich pomyślał, jak rozreklamować się elegancko i z klasą, na pewno pozytywnie odbiłby się tym od reszty, wieszającej gdzie popadnie "dykty wyborcze", tudzież przypinającej do płotów ceraty z własną facjatą.

Jestem zdecydowanie na "nie". Nie podoba mi się takie zaśmiecanie przestrzeni publicznej. Tym bardziej, że - co widziałem dziś na własne oczy - wieszanie plakatów bywa często wręcz nielegalne. Obok stacji BP przy Kirkora stał samochód GDDKiA i pracownik odcinał "dykty", które zostały zawieszone na łańcuchach przy jezdni bez stosownego pozwolenia... Przecież to wybory, wieszać można cokolwiek i gdziekolwiek, prawda?

PS. Zastrzegam: wpis nie jest skierowany przeciw żadnemu konkretnemu kandydatowi czy ugrupowaniu. Przytoczone przykłady znalazłem w najbliższym otoczeniu i ich dobór jest w zasadzie przypadkowy.

PS2. Mam nadzieję, że tym razem wszyscy kandydaci już po wyborach szybko usuną swoje wyborcze plakaty...

sobota, 25 października 2014

[S] Zamiast kamienic

Plan był prosty: jedziemy na Roosevelta i fotografujemy kamienice. Sobotni poranek w prognozie wyglądał zacnie i pogodnie, chociaż bardzo zimno. Poubieraliśmy się z Krzyśkiem zatem ciepło, już po zimowemu i nastawieni pozytywnie pojechaliśmy do Poznania.

Plan był taki, by przybyć na miejsce długo przed wschodem i część zdjęć zrobić przy świetle latarni. Wysiedliśmy przy skrzyżowaniu z Poznańską i ruszyliśmy w stronę Mostu Teatralnego. Przy świetle latarni ulica jednak wyglądała mało atrakcyjnie, postanowiliśmy zatem iść dalej w stronę Ronda Kaponiera, a później jeszcze do Poznań City Center. Tam wreszcie udało się zatrudnić aparaty:

Aparat: X-E1, Czas: 0.01 sec, ISO: 2500

Aparat: X-E1, Czas: 1/60 sec, ISO: 3200

Aparat: X-E1, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Aparat: X-E1, Czas: 1/75 sec, ISO: 3200

Aparat: X-E1, Czas: 0.01 sec, ISO: 2000

Aparat: X-E1, Czas: 1/70 sec, ISO: 3200

Aparat: X-E1, Czas: 1/60 sec, ISO: 3200

Weszliśmy jeszcze na chwilę do samego PCC, żeby się ogrzać (na dworze było niewiele ponad zero stopni). Gdy ruszyliśmy w drogę powrotną, było już grubo po siódmej i liczyliśmy na ładny poranek. I tutaj dostaliśmy po głowie, bo niebo okazało się zasnute szarymi chmurami... Tych kilka zdjęć, które zrobiłem kamienicom na Roosevelta, nie nadaje się do publikacji (być może Krzyśkowi pod tym względem lepiej się powiodło). Niemniej, sama ulica ma potencjał i warto było się jej przyjrzeć - następna wyprawa powinna przynieść lepsze owoce.

Aparat: X-E1, Czas: 0.01 sec, ISO: 1600

I specjalnie dla Grażyny - Roosevelta 5:

Aparat: X-E1, Czas: 0.04 sec, ISO: 3200

piątek, 24 października 2014

Otworek

Przeczytałem ostatnio opis Karola, dotyczący budowy aparatu otworkowego. Opis ciekawy i bardzo inspirujący - aż przypomniały mi się moje eksperymenty z fotografią otworkową (acz w wydaniu cyfrowym) sprzed prawie dwóch lat. Znów naszła mnie ochota na eksperymentowanie i z żalem odkładam je na kiedy indziej, bo czasu nie ma...

Tymczasem jednak chciałem zatrzymać się nad sensem podobnej zabawy. Nie wiem, jak dla Karola, ale dla mnie największą wartością (poza satysfakcją z własnoręcznego zbudowania aparatu!) jest niepewność co do uzyskanych wyników. Nawet wariant cyfrowy, eliminujący część niespodzianki związanej z np. zachowaniem papieru czy warunkami wywołania, jest pod tym względem daleko ciekawszy niż proste "przymierzenie" i naciśnięcie spustu.

Nasuwa się w tym momencie pewna analogia do interesującej mnie od jakiegoś czasu fotografii nocnej - w obu sytuacjach większość ustawień należy zrobić ręcznie: ręcznie ustalić ostrość, dobrać czas, przemyśleć sprawę przysłony i ISO. Oba rodzaje fotografii wymuszają przemyślenie kadru - jednocześnie ze względu na warunki sam kadr pozostaje nie do końca określony, bo albo nie można go podejrzeć (fotografia otworkowa), albo w wizjerze niewiele widać (fotografia nocna). W efekcie otrzymujemy zdjęcie często zaskakujące, co samo w sobie jest przyjemne. Zabawa jest wyśmienita, chyba że jesteśmy zbytnimi perfekcjonistami - wtedy kolejne "krzywe" czy "zaśmiecone" na brzegach zdjęcia mogą wywołać frustrację.

Jednym słowem, warto czasem oderwać się od oczywistych i prostych kadrów, które w dużej mierze zawdzięczamy pracy automatyki aparatu (dobór czasu, pomiar światła, automatyczne ISO itd.) i popróbować takich zabaw, jak choćby fotografia otworkowa. A jeśli ktoś dodatkowo lubi majsterkować? No cóż, wspomniałem, że opis Karola jest inspirujący!

czwartek, 23 października 2014

Kiedy byłem małym chłopcem, cz. 1

Jesień nastraja wspominkowo, zwłaszcza końcówka października i początek listopada. Kiedy więc przejeżdżałem w drodze do Gostynia obok Drzęczewa, gdzie niegdyś mieszkali moi dziadkowie, postanowiłem zatrzymać się i zobaczyć, co zostało ze znanych w dzieciństwie kątów.

Przysłona: f/8, Czas: 1/220 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Drzęczewo Drugie jest niewielką wioską, liczącą pewnie nie więcej niż setkę mieszkańców. Z jednej strony przylega (obecnie właściwie już się łączy) z Piaskami, z pozostałych otoczone jest polami, ciągnącymi się aż do klasztoru na Świętej Górze.

Przyznam, że bardzo lubiłem spędzać wakacje u dziadków i obecnie po trzydziestu niemal latach mam w pamięci mocno wyidealizowany obraz tamtych dni. Nic też dziwnego, że żal mi było patrzeć na zachodzące zmiany - rozbiórkę starych stodół, likwidację budynków dawnego PGR-u, zabudowę podwórka. Nawet łąka, będąca niegdyś boiskiem, na którym z dziadkiem Antkiem kosiliśmy trawę dla królików, stała się obecnie polem uprawnym (pierwsze zdjęcie we wpisie "Sześć jesiennych kadrów").

Część domu, należąca niegdyś do dziadków, została sprzedana i obecni właściciele są w trakcie remontu, stąd obtłuczony tynk. Stare szopki wyglądają jak dawniej, podobnie ziemianka, w której niegdyś stała sieczkarnia, a dużą część zajmowały ziemniaki. Nie ma już zagród i przejścia między stawami.

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/170 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/170 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2,2, Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2,2, Czas: 1/750 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Z dawnych atrakcji nie zostało wiele - bujne krzewy za kurnikiem i chlewikiem zostały uporządkowane, nie ma już piaskowni i co najważniejsze, nie ma też lasu, do którego chodziliśmy z dziadkiem. Do dziś pamiętam dość stromą ścieżkę z korzeniem, prowadzącą z asfaltowej drogi do małego zagajnika, a potem sosnowego lasu. Lasem można było dość do placu zabaw na skraju Piasków (który pamiętam jako jedyny, posiadający huśtawki z podwójnymi, naprzeciw siebie ustawionymi siedziskami).

Cóż, świat się zmienia. Jedyne, czego żałuję, to tego, że tak późno zacząłem swoją przygodę z fotografią. Teraz próbuję ocalić te resztki wspomnień, które jeszcze gdzieś się tlą, niewiele tego jednak jest...

wtorek, 21 października 2014

[S] Sześć jesiennych kadrów

Dwa piękne, być może ostatnie tak ładne dni tej jesieni. Proponuję zatem sześć kadrów, z których pierwsze trzy są nieco klasyczne (a dwa z nich nie wyglądają na jesień, a bardziej na wiosnę, dzięki świeżej zieleni oziminy):

Przysłona: f/2,2, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/480 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Trzy kolejne kadry to przykład zastosowania nieostrości, poruszenia i przenośni w fotografii:

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/1900 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/16, Czas: 1/8 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/3500 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

niedziela, 19 października 2014

[R] Na pięknym koncercie byłem

A był to koncert Alicji Majewskiej z towarzyszeniem Włodzimierza Korcza. Na wszelki wypadek zabrałem aparat, mając jednak w pamięci zeszłoroczny koncert Hanny Banaszak i z góry nastawiając się raczej na słuchanie niż fotografowanie. Zupełnie przypadkowo i nadzwyczaj szczęśliwie udało mi się zająć miejsce w pierwszej linii, tuż pod sceną.

Co ja tu będę długo się rozwodził - koncert był bardzo, bardzo dobry. Pani Alicja zaprezentowała rewelacyjny głos i mnóstwo humoru, którym tryskał też Pan Włodzimierz. Naprawdę była to dobrze spędzona godzina i nie żałuję, że plon zdjęciowy okazał się nader mizerny. Nikt fotografować nie zakazywał, ale parę razy tak się zasłuchałem, że zapominałem o trzymanym na kolanach aparacie.

I powiem Wam jedno - "Odkryjemy miłość nieznaną" słuchane z płyty przyprawia o dreszcz. To jednak mały dreszczyk, jeśli słyszało się ten sam utwór śpiewany na żywo przez Panią Alicję z odległości pięciu metrów. Na to nie ma słów!

Po koncercie pokusiłem się o zakup dwupłytowego albumu i zdobycie autografów obojga artystów. Także za kulisami Pani Alicja i Pan Włodzimierz okazali się szalenie sympatycznymi ludźmi, z dużym dystansem do siebie i serdecznością dla wielbicieli.

Wiem, wpis brzmi jak laurka - ale takie mam odczucia teraz, siedząc wygodnie w fotelu i notując wspomnienie z koncertu. W końcu na koncercie liczą się emocje, prawda?

sobota, 18 października 2014

Piórkiem po ekranie

Może nie do końca po ekranie, ale jednak! Ostatnio wpadł mi w ręce tablet graficzny firmy Wacom - Intuos Pro M. Wprawdzie wcześniej miałem już tablet tego producenta, jednak był to model sprzed wielu lat, z mniejszą powierzchnią roboczą i słabszymi parametrami. Zarówno w Windows Vista, jak i Ósemce miałem problem ze sterownikami, więc tablet więcej czasu przeleżał w szufladzie niż popracował. Jedne z nielicznych prac, które udało mi się za jego pomocą wykonać, widzicie poniżej - szału nie ma:

Tym razem jednak postanowiłem sobie, że przetrwam dzielnie tydzień lub dwa adaptacji i tablet stanie się podstawowym narzędziem pracy przy obróbce grafiki (a może i posłuży do rysowania?).

Co w pudełku?

Pudełko zawiera tablet, piórko oraz "kałamarz", będący pojemnikiem na zapasowe rysiki:

Porównanie ze starszym modelem:

Dodatkowym wyposażeniem jest akumulator, nadajnik i odbiornik do pracy bezprzewodowej - strasznie przyjemna rzecz, choć energia wycieka z akumulatora niczym woda z dziurawego kubka.

Tablet wykonano bardzo solidnie. Powierzchnia, po której się rysuje, przypomina fakturą kartkę papieru. Sam tablet ma zaledwie centymetr wysokości, a obłe krawędzie sprawiają, że ręka nie męczy się nawet po dłuższej pracy. Po lewej stronie znajduje się panel narzędziowy z konfigurowalnymi kontrolkami (przy okazji ciekawostka - tablet można skonfigurować dla osób leworęcznych, wystarczy go obrócić o 180 stopni i zaznaczyć stosowną opcję w sterownikach).

Do piórka również brak zastrzeżeń. Ma odpowiednią grubość, zapewniającą pewny i wygodny chwyt. Wymienne rysiki (o różnej charakterystyce) można przechowywać w "kałamarzu" (starsza wersja nie miała tego udogodnienia i trzeba było trzymać zapasowe rysiki w osobnym pudełku).

Cechą odróżniającą nowy tablet od tego, który już posiadałem, jest nie tylko dwa razy większa powierzchnia robocza (zbliżona do powierzchni kartki A5), ale także obsługa dotyku dłonią. Z tabletu można zatem korzystać podobnie jak z touchpada w laptopach - może przekonam się w końcu do kafelków w Windows 8? Początkowo miałem obawy, że obsługa dotyku wymusi jakieś ekwilibrystyczne trzymanie piórka w powietrzu, jednak projektanci Wacoma nie zawiedli - brzeg dłoni nie wzbudza reakcji dotykowych, więc spokojnie da się rysować z dłonią opartą na tablecie.

Do roboty

Po zainstalowaniu sterowników i podłączeniu urządzenie zostało natychmiast rozpoznane i było gotowe do pracy. Jako że najwięcej czasu w trakcie obróbki zdjęć spędzam w Lightroomie, był to pierwszy testowany program. Przyznam, że zakochałem się w obsłudze za pomocą tabletu. Bałem się, że suwaki będą zbyt drobne, by komfortowo obsługiwać je za pomocą piórka, ale jest wręcz przeciwnie - łatwiej w nie trafić i zmieniać wartość, niż używając myszki. Bardzo prosto wyglądają prace korekcyjne (narzędzie Spot Removal) oraz malowanie masek przy korekcie selektywnej (narzędzie reaguje na nacisk).

Drugim sprawdzanym programem był Photoshop. Tu również komfort pracy wzrósł, choć wymagało to nieco większego przyzwyczajenia niż w Lightroomie. Testy mogę podzielić na dwie grupy: retusz fotografii oraz rysowanie (a co!).

Zazwyczaj poprzestaję obecnie na obróbce w Lightroomie, ale na potrzeby testów postarałem się nieco namęczyć i kilka zdjęć obrobić bardziej kompleksowo. Przede wszystkim liczyło się wykorzystanie piórka do malowania masek oraz użycia go w połączeniu z narzędziami korekcyjnymi. Tablet zdał test śpiewająco - gdy już odpowiednio skoordynowałem rękę błądzącą po powierzchni biurka z okiem patrzącym na ekran, wszystko zaczęło działać wyśmienicie.

Rysowanie ograniczyłem do prostych szkiców, jednak w porównaniu do starego modelu nowy tablet działa o wiele lepiej. Nie dość, że lepiej rozpoznaje siłę nacisku, to jeszcze obsługuje rozpoznawanie kąta nachylenia. Symulacja rysowania ołówkiem wyszła całkiem nieźle - gdyby nie to, że przez lata zaniedbań wyszedłem z wprawy w rysowaniu, zamieściłbym jakieś bardziej sensowne przykłady niż ten piętnastominutowy szkic:

Przyznam, że bardzo przydają się kontrolki, umieszczone na tablecie. W "trójce" były one bardzo ubogie i mało poręczne, zwłaszcza "pasek" odpowiedzialny za powiększanie. Tutaj przycisków jest więcej, wszystko konfigurowalne, a do tego bardzo przydatne okazuje się kółko nastaw. Dzięki niemu bardzo intuicyjna staje się zmiana np. wielkości pędzla.

Na dłużej?

Wydaje się, że nowy model daje dużo wyższy komfort pracy niż starszy brat, a co za tym idzie, nie utknie w szufladzie, tylko na stałe zabierze sporą część biurka. Nie mam nic przeciwko temu - jakość pracy wzrosła, a może dzięki temu choć w części wrócę do starego hobby - rysowania?