Ajaj, czyli głupi asystent
Używacie narzędzi AI? Ja od dłuższego już czasu używam: ChatGPT, Gemini Pro, Bielik. Nie nagminnie, nie do wszystkiego, ale odkryłem pola zastosowań, gdzie tego typu narzędzia potrafią mi oszczędzić nieco pracy, a to zawsze jest mile widziane. Są swego rodzaju asystentami, których mogę zapytać o to i owo.
Ajaj miesza w głowach
Piszę złośliwie "ajaj", zamiast czołobitnego AI nie bez powodu. Nie jestem wielbicielem, ślepo wielbiącym wszystko, co ma AI w nazwie. Można powiedzieć, że wprost przeciwnie - od samego początku AI wzbudzało moją nieufność, bo akurat z sieciami neuronowymi miałem do czynienia już od dość dawna, pisałem swoje własne, przeszedłem też przez algorytmy genetyczne i inne, niezbyt oczywiste rozwiązania, którymi informatyka próbowała rozwiązywać nieoczywiste problemy. Wiem, że żadnej magii tam nie ma, jest za to coś, co mnie w informatyce niesamowicie irytuje - niepewność i prawdopodobieństwo. Niestety, jestem z pokolenia, które wierzyło, że jeśli komputer do dwójki doda dwójkę, to zawsze wyjdzie mu czwórka, choćby nie wiadomo co. AI zmienia ten paradygmat, wprowadzając chaos.
Rzecz jasna, trochę upraszczam na potrzeby blogowe - koniec końców, za "ajajem" stoją jednak deterministyczne algorytmy i wszystko dzieje się według reguł, tyle że wpływ reguł na wynik umyka naszej percepcji i stąd wrażenie "magii" i niesamowitości oraz przeświadczenie co poniektórych, że oto wreszcie mamy cyfrowe jestestwa. To swoisty paradoks, że tak wiele osób cieszy się, że komputery WRESZCIE stały się ludzko ułomne.
Do czego może się przydać ajaj?
Pisałem o korzystaniu z "ajaja" jako asystenta, bo to i prawda - tak właśnie go wykorzystuję. Zaczęło się dość niewinnie, od szukania grafik na okładki do utworów na GadesMusic. Samodzielnie taka robota - przy nieznajomości dorobku malarskiego XVIII i XIX wieku - jest dość męcząca. Zwyczajnie nie znam na tyle i malarzy, i ich dzieł, żeby wiedzieć, który z nich namalował fajną scenkę ludzi tańczących w ogrodzie. Zlecam tę pracę asystentowi, a ten mi usłużnie podsuwa kilka propozycji - nazwiska malarzy, tytuły obrazów, miniatury, linki do Wikipedii. Wybieram, sprawdzam przez wyszukiwarkę lub stronę jakiegoś muzeum, czy asystent nie nakłamał i tyle.
Podobnie wycwaniłem się przy szukaniu utworów do mock-upów - już dawno minąłem granicę, kiedy to nagrałem wszystkie swoje ulubione orkiestrowe utwory, a że nie jestem wykształconym klasycznym muzykiem, miałem problem ze znalezieniem kolejnych tytułów, które by coś mogły rozwinąć w moim warsztacie. Mogłem jednak zapytać asystenta, jakie utwory tego czy innego kompozytora poleciłby, gdybym szukał kompozycji np. na klawesyn z towarzyszeniem orkiestry. Co więcej, mogłem narzucić dodatkowe warunku, np. czas trwania do około 5 minut, tempo czy obecność jakiegoś konkretnego instrumentu (np. oboju). Asystent z reguły radzi sobie z takim zadaniem jako taki, choć kontrola jakości musi być już ostrzejsza.
Zdarzyło mi się też wykorzystać "ajaja" do poszukiwania utworu, który pamiętałem ze słyszenia, ale nie miałem pojęcia, czyjego jest autorstwa. Po kilkunastu wskazówkach i kolejnych zawężeniach udało się konkretny utwór namierzyć - i to uważam póki co za największy sukces "ajaja" w moim warsztacie.
Więc dlaczego ajaj, a nie AI?
Nie będę ukrywał: "ajaj" to bardzo często moja pierwsza (albo i kolejna) reakcja na widok prezentowanych wyników. A już w 80% wypadków "ajajuję" przy weryfikacji wyników - póki co, z pewnością i dokładnością wyników współczesnych "ajajów" jest kiepsko. Może mam zbyt wysokie wymagania albo nie umiem prawidłowo budować tzw. promptów, ale kiedy po raz kolejny jestem raczony halucynacjami, zmyśleniami czy głupio-mądrymi akapitami wirtualnego asystenta, moja cyfrowa dłoń zwija się w pięść i chętnie strzeliłaby gagatka między ślepia.
Nikła wiarygodność wyników to jednak nie najgorsza rzecz, bo mnie najbardziej przeszkadza niereformowalność "ajajów". Co przez to rozumiem? Otóż można milion razy pisać cyfrowemu tumanowi: sprawdź pięć razy w różnych źródłach pewność informacji; nie doklejaj niczego do linków; szukaj dłużej, ale precyzyjniej; wskaż link do źródła, gdzie znalazłeś takie czy inne twierdzenie. Tuman tego nie zapamięta i nie zastosuje, mimo że oczywiście usłużnie potwierdzi przyjęcie dyspozycji i będzie zaklinał się, że już od następnego polecenia zastosuje nasze wskazówki. Teoretycznie "ajaje" mają coś w rodzaju trybów działania, które pozwalają traktować je bardziej jak narzędzia czy przeciwnie, jako kompana do pogaduszek, nawet jednak Gemini Pro z ustawionymi osobistymi wskazówkami sadzi byki, jakich nie powstydziłby się darmowy ChatGPT...
Długa droga albo przepaść
Mimo pewnej przydatności "ajajów" do rozwiązywania nieoczywistych problemów, nie uważam ich za cud i objawienie. Owszem, potrafią czasem zabłysnąć i znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu, całkiem skutecznie na przykład generują proste skrypty, miłośnicy "ajajowych" grafik czy muzyki też nie mogą narzekać. Coraz częściej jednak widzę, że nadchodzi faza przesytu - wpychanie AI wszędzie, gdzie się da i nawet tam, gdzie się nie da, już skutkuje oporem. Ludzie zaczynają być zirytowani i zniechęceni kiepską jakością większości "ajajowego" chłamu, bo nie oszukujmy się, obecnie producenci zdecydowanie przesadzają. I faktycznie, przypomina to nieco pompowanie balonika internetowego z początku wieku, kiedy to każdy MUSIAŁ mieć stronę WWW, wizytówkę, księgę gości, a prosta nowoczesność była tak bliska. Pęknięcie tej bańki było bardzo bolesne i bardzo odczuwalne, i mam wrażenie, że tym razem będzie podobnie. A po trzęsieniu ziemi - mam nadzieję - "ajaje" pozostaną tylko tam, gdzie ma to sens.
Komentarze
Prześlij komentarz