Jesteśmy już po czwartym biegu na dystansie 10km, organizowanym w Swarzędzu przez firmę Szpot. Pogoda, w ostatnich dniach całkiem słoneczna i w miarę ciepła, dzisiaj jednak nie rozpieszczała i od czasu do czasu padał deszcz - na szczęście opady były raczej słabe, więc nawet bez parasola dało się przeżyć. Jako że sam bieg relacjonuję po raz trzeci, mimo zmienionej nieco trasy mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać. W efekcie "do boju" ruszyłem pieszo, żeby gdzieś nie utknąć - wiele ulic Swarzędza było dzisiaj nieprzejezdnych. A że nie byłem oficjalnym fotografem, na żadne przywileje liczyć nie mogłem. Tym razem, zamiast z Rynku, bieg ruszał z ulicy Cieszkowskiego. Pomysł całkiem słuszny, bo i organizacyjnie łatwiej było ogarnąć te kilka tysięcy ludzi, i sam start przebiegł płynniej (Cieszkowskiego jest dużo szersza, niż ulice okalające swarzędzki Rynek). Tradycyjnie zaczęło się od biegu VIPów: Od czasu do czasu nadciągały groźnie wyglądające chmury, ale ostateczni...