[O] Boris Akunin - Nie żegnam się
Prawie równo rok temu czytałem "Czarne miasto" , które powinno być ostatnią częścią przygód radcy stanu, Fandorina. I od razu uprzedzam tych, którzy jeszcze nie czytali tej czy właśnie poprzedniej części - do momentu zakończenia lektury nic tu po Was, jeśli nie chcecie sobie psuć lektury. Będę ujawniał fabułę, bo bez tego nie sposób pisać o "Nie żegnam się". Resztę zapraszam. Poszli sobie? No, kto nie poszedł, to będzie się miał z pyszna. Jak można się spodziewać, końcówka poprzedniej powieści nie okazała się ostatecznym końcem naszego ulubionego bohatera. "Nie żegnam się" zaczyna się od scen, w których Masa transportuje swojego pana do Moskwy. Fandorin jest nieprzytomny, w śpiączce, bo - jak się okazuje - strzał mający go zabić jednak nie spełnił swojej roli. Oprócz tego zbiegu okoliczności mamy też sporą dawkę wschodniej mistyki, która nieco uwierała mnie już poprzednio. Tutaj jest jeszcze gorzej - bo początek powieści wygląda jak nieporadna próba ...