poniedziałek, 27 lipca 2015

Nie wolno

Gdy dzisiaj z pewnych powodów ganiałem jak kot z pęcherzem po osiedlu własnym i ościennych, do podświadomości przedostał mi się pewien fakt. Fakt, który jest kolejnym argumentem, żeby - gdy tylko się da - uciec z miasta na wieś. A cóż odkrywczego przykuło mą uwagę? Zakazy. Człowiek w mieście ma ciągle pokazywane, co wolno, a czego nie. Całkiem jak dziecku w przedszkolu, mądra pani (władza) pokazuje głupiutkiemu dziecku (obywatelowi), za co straż miejska może wlepić mandat.

Oczywiście, można się zastanawiać, czy to do końca złe - w końcu w mieście ludzi jest dużo, nie wszyscy znają każdy zakamarek, więc skądś muszą wiedzieć, co jest dozwolone. No i koniec końców smutna refleksja jest taka, że chyba te zakazy skądś się wzięły - a wzięły się stąd, że notorycznie ktoś robił to, co zabronione.

Tak czy owak, na wsi chyba ludzie mądrzejsi są. Bo nikt na polu kukurydzy nie wtyka tabliczek "Przejścia nie ma", a rolnik na podwórku nie wiesza zakazu parkowania tyłem. Więc co, na wieś trzeba... Póki ktoś nie zabroni.

Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/1900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

2 komentarze:

Pani Modigliani pisze...

O, ale zakazu fotografowania nie trafiłeś. Czyli jest nienajgorzej!:)

Ladaco pisze...

:) Tylko dlatego, że nie chciało mi się iść na dworzec PKP, gdzie pewnie taka tabliczka też wisi ;)