środa, 15 czerwca 2016

[K] Corel AfterShot 3

Jak pewnie wiecie, do obróbki plików RAW używam od kilku lat programu Adobe Lightroom, aktualnie w wersji 6. Jako że sam program nie jest już rozwijany (Adobe przeniosło wszystkie swoje produkty do "chmury" i teraz trzeba się zdecydować na abonament, żeby mieć aktualną wersję), a i z optymalizacją jest w nim krucho, trzeba zacząć rozglądać się za jakąś alternatywą. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się innym programom, wśród których dość niespodziewanie znalazł się bohater dzisiejszego testu, Corel AfterShot 3.

Co musi mieć?

Przez lata używania Lightrooma przywykłem do niektórych narzędzi i ich obecność w ewentualnym następcy wydaje mi się nieunikniona. Na pewno poza podstawowymi korektami (ekspozycja, odzyskiwanie detali w światłach i cieniach, balans bieli etc.) chciałbym mieć możliwość opisywania zdjęć słowami kluczowymi, korekty lokalne (usuwanie np. "paproszków"), konwersję do czerni i bieli, możliwość tworzenia presetów zarówno w obróbce, jak i w eksporcie; przydałoby się też móc tworzyć warianty obróbki tego samego zdjęcia (np. jeden wariant kolorowy, drugi czarno-biały w kwadracie itp.).

Wszystkie powyższe elementy są obecne w AfterShocie i działają sprawnie. W ogóle sam program jest dużo żwawszy od Lightrooma, szczególnie jeśli chodzi o pracę z RAWami z aparatów Fuji. Dopiero praca z warstwami dopasowania powoduje nieprzyjemne spowolnienia - no, ale w Lightroomie spowolnienia są obecne już przy zwykłym przeglądaniu zdjęć.

AfterShot 3 ma możliwość opisywania zdjęć (słowa kluczowe) oraz wprowadzania ocen (kolory, flagi i gwiazki), więc pod tym względem niewiele ustępuje Lightroomowi. Gorzej, jeśli chodzi o zaawansowane wyszukiwanie czy tworzenie "kolekcji", które grupują zdjęcia - tego po prostu brak. Można wyszukiwać tylko z pomocą słów kluczowych oraz ocen.

Wygląd i obsługa

Interfejs programu jest - można by rzec - standardowy. Po lewej dostęp do biblioteki lub systemu plików (nie trzeba specjalnie importować zdjęć do programu, by móc je obrabiać), w centralnej części podgląd wybranego zdjęcia, a pod nim lub obok tzw. film strip, czyli pasek miniatur do szybkiego wskazywania fotografii do obróbki. Po lewej - panel z kontrolkami do edycji, podzielony na kilka sekcji (Standard, Color, Tone, Detail, Metadata, Watermark oraz dodatkowe plug-iny).

Co ciekawe, zdjęcia mogą być wyświetlane na różne sposoby (jako miniatury, podgląd średni z film stripem lub podgląd pełny, ale edycja jest możliwa w każdym z tych trybów. Wiadomo, na miniaturkach obróbka jest niewygodna, ale za to nie trzeba się przełączać z widoku miniatur do pełnego, jeśli chcemy szybko dodać np. winietę lub porzucać "tryb edycji", aby dodać słowo kluczowe (w Lightroomiew takich sytuacjach trzeba "wachlować" kartami Library i Develop).

Bez problemu można powiększać zdjęcie lub wyświetlić dwa obok siebie w celu porównania, jednak nie znalazłem funkcji porównywania tego samego zdjęcia w wersji przed obróbką i po niej - da się to obejść, tworząc nową wersję, ale do chwilowego podglądu to trochę nieporęczne.

Każde zdjęcie zachowuje historię wprowadzonych zmian i nawet po dłuższym czasie można te zmiany wycofać. Obróbkę można też zapisać w pliku XMP (zarówno w ogólnym formacie, jak i wewnętrznym formacie AfterShota). Mimo obecności pliku XMP nie udało mi się jednak nakłonić Lightrooma do "zobaczenia" efektów pracy corelowego programu.

Ciekawie rozwiązano sprawę modyfikacji lokalnych - robi się je na osobnych warstwach, a dla warstw można określić przezroczystość i włączyć negatyw. Nie ma problemu z usunięciem "paproszków" czy przeszkadzających elementów, można też selektywnie przeprowadzić niemal każdą modyfikację, którą normalnie da się zrobić dla głównej warstwy (np. wyostrzyć miejscowo czy zmienić balans bieli dla określonego fragmentu). Bardzo to wygodne i co najważniejsze, czytelniejsze niż "szpileczki" w Lightroomie. Rzecz działa następująco - tworzymy warstwę (dopasowania lub korygującą) i nadajemy jej nazwę np. "Wyostrzanie fragmentów". Następnie w ramach tej warstwy mamy do dyspozycji takie narzędzia, jak okrąg, wielobok czy pędzel, którymi definiujemy maskę, na której działa warstwa (czyli prościej - zamalowujemy tymi narzędziami fragmenty zdjęcia, gdzie warstwa ma działać). Teraz, mając ciągle zaznaczoną warstwę, przeprowadzamy edycję tak, jak normalnie edytujemy całe zdjęcie, czyli np. przechodzimy do karty Detail i włączamy wyostrzanie. Zaznaczone wcześniej fragmenty staną się ostrzejsze.

Tradycyjnie wywoływarka RAWów musi posiadać moduł eksportu, gdzie można określić rozdzielczość, jakość, format itp. dla plików wyjściowych. Także AfterShot 3 posiada taki moduł, gdzie można tworzyć własne presety (co osobiście bardzo cenię):

Cóż jeszcze? Jest moduł pokazu slajdów, jest możliwość tworzenia presetów dla ustawień edycyjnych. Można przekazać fotografię do zewnętrznego programu, tworzyć stosy i kopie. Ciekawostką jest możliwość generowania obrazów HDR za pomocą wbudowanego modułu AfterShot HDR. Niestety, podczas próby wykonania połączenia trzech ekspozycji program utworzył mi na jednolitej powierzchni dziwną mozaikę:

Początkowo myślałem, że stało się tak dlatego, że materiał wejściowy pochodził z Sony RX-100, a zaznaczyłem z przyzwyczajenia Fuji. Jednak powtórzenie eksperymentu z poprawnym profilem wcale nie poprawiło sytuacji. Funkcja HDR pozostanie zatem na razie ciekawostką - zdecydowanie lepiej sprawdzą się Machinery, SNS-HDR czy odpowiedni moduł z Lightrooma.

Przesiadka?

Na razie jeszcze nie. Mimo że AfterShot 3 wydaje się rozsądną alternatywą (i do tego prawie o połowę tańszą niż produkt Adobe), nie daje w zasadzie żadnych dodatkowych bonusów poza szybszą pracą (a taki np. CaptureOne daje choćby subiektywnie lepsze kolory). Gdybym jednak Lightrooma nie miał, a dopiero szukał programu do obróbki RAWów, to zapewne właśnie AfterShot 3 miałby największe szanse.

Brak komentarzy: