[O] Dziewczęta na papierze

No i nadeszła pora sprawdzić, jak się ma "zwykła" fotoksiążka do fotoksiążki "premium". Dotarła do mnie bowiem paczka z CEWE, czyli popularnej firmy, drukującej fotoksiążki dla m. in. Rossmanna, Fotojokera czy Empiku. Wydrukowałem sobie album ze zdjęciami modelek, żeby móc na papierze obejrzeć wysiłki z ostatnich dwóch lat.

Najpierw najmniej ważne

Najmniej ważne, czyli program do składu. CEWE dostarcza własne oprogramowanie, które jest w miarę proste w użyciu. Jako że miałem już z nim do czynienia wcześniej, doceniam poprawki, które znacząco poprawiły komfort pracy. Dawniej skasowanie ramki ze zdjęciem mogło powodować utratę całego albumu (raz mi się takie coś wydarzyło), zaś skalowanie i przenoszenie fotografii było mordęgą. Teraz nieco wszystko ujarzmiono, wprowadzono przyciąganie do krawędzi strony i do innych fotografii, nie jest zatem źle.

Bez problemu wpiszemy też tekst, pomyślano nawet o edycji grzbietu, gdzie na chwilę cała książka obraca się o 90 stopni, by umożliwić wygodne wprowadzenie tytułu bez przekrzywiania głowy. Widać, że programiści popracowali i uwzględnili uwagi użytkowników (albo sami przemyśleli sprawę).

Niestety, nie znalazłem funkcji zapisu do pliku PDF, a szkoda, bo nawet z wielkimi napisami "Projekt", jak to było w przypadku książki o Amsterdamie, daje to możliwość pokazania komuś, jak rzecz się mniej więcej prezentuje.

No, ale co z drukiem?

Tu zaskoczenia nie ma. Zwykły druk cyfrowy nijak się ma do tego, co widać na papierze fotograficznym. Kontrast, ostrość, szczegóły - tutaj zwykła fotoksiążka (jak ta omawiana) po prostu nie ma szans. Mniej wygodne jest także przeglądanie, bo grzbiet jest zwyczajnie szyty i nie umożliwia rozłożenia książki całkiem płasko. Niemniej nawet w takiej postaci miło popatrzeć na zdjęcia przelane na papier - to zupełnie inny odbiór, niż na ekranie monitora czy telewizora.

Nie wiem, czy to kwestia mojej świadomości czy poprawek w programie edycyjnym, ale to pierwsza książka od CEWE, gdzie nie ma problemów z białymi paseczkami przy krawędziach stron. Zwykle wrzucam zdjęcia na całą stronę i w poprzednio drukowanych fotoksiążkach dostawałem milimetrowe białe paski, psujące odbiór i wyglądające irytująco źle. Tym razem tego nie ma - może dlatego, że w programie uwzględniono spad, a ja, nauczony podczas projektowania książki o Amsterdamie, skorzystałem z tego? Jaka by nie była przyczyna, cieszy mnie to.

Która lepsza?

Pod względem jakości zdecydowanie wygrywa książka od Saal-Digital, ale to było pewne od samego początku, bo sam sposób druku już to zapewnił. Czy zatem warto inwestować w taką zwykłą fotoksiążkę?

Na pytanie troszkę łatwiej znajdziemy odpowiedź, gdy porównamy ceny. Książka Saal-Digital (gdybym ją zamówił w normalny sposób), kosztowałaby mnie 183zł + koszty wysyłki. Za omawianą książkę CEWE zapłaciłbym natomiast 135zł + koszty wysyłki (tutaj CEWE dostaje małą przewagę, bo książkę bez tych kosztów można odebrać w jednym z punktów). Daje to 50zł różnicy w cenie. Czy to dużo? Dla mnie osobiście warto byłoby dołożyć tę różnicę, żeby mieć album naprawdę pierwszorzędnej jakości.

Gwoli ścisłości warto wspomnieć, że CEWE także oferuje druk na papierze fotograficznym, co w połączeniu z niższymi kosztami przesyłki (bezpłatny odbiór w Empiku czy saloniku Rossmanna) jest już jakąś alternatywą. Jak tylko zgromadzę środki i materiał, spróbuję zweryfikować także taki produkt. A na razie - "siędę se" na kanapie i pogapię się na papierowe fotografie.

Komentarze

Prześlij komentarz