poniedziałek, 4 lutego 2019

[O] Flash i Supergirl

Z braku laku zapoznałem się ostatnio z dwoma serialami, bazującymi na komiksach wydawnictwa DC: "Flashem" i "Supergirl". Chciałem sprawdzić, jak mają się one do seriali Marvelowych, czyli "Luke'a Cage'a", "Iron Fista", "Daredevila" i reszty. No i się dowiedziałem - szczegóły niżej i z góry przepraszam za możliwe spoilery.

Zastrzegam też od razu, że fanem komiksów DC nie jestem, nie czytam ich i nie zbieram, całą wiedzę czerpiąc wyłącznie z kina. Stąd - być może - dość sceptyczne podejście, ale z drugiej strony, tak samo nie czytam komiksów Marvela, a seriale oparte na komiksach tego właśnie wydawnictwa bardziej mi przypasowały...

Miłe złego początki

Oba seriale są bardzo do siebie podobne, jeśli chodzi o podejście i podobnie, jak u Marvela, występują tu odcinki czy całe wątki, które przeplatają jeden serial z drugim (oczywiście, trzeba tu mieć w pamięci, że dochodzi do tego uniwersum także "Arrow" czy "DC's Legends of Tomorrow").

W obu serialach zaczyna się dobrze - widać dużo optymizmu i naiwności, ale w porządku, mnie to akurat pasowało. Zarówno Barry Allen, jak i Kara Danvers są sympatyczni, ładni i budzą pozytywne emocje, zaś rozwiązywane przez nich problemy są może i infantylne, ale pasują do charakteru fabuły.

Dobra passa trwa zarówno we "Flashu", jak i w "Supergirl" jakieś półtora sezonu - no dobrze, może dwa sezony. A potem...

Ostry zjazd

Mam dziwne wrażenie, że w obu przypadkach zapału i pomysłów starczyło właśnie na dwa sezony. Potem zaczęło się rozpaczliwe szukanie sposobu, czym zapełnić kolejne odcinki.

"Flash" zaczął się potykać o własne nogi pod koniec drugiego sezonu - ciągłe podróże w czasie, zmiany charakterów postaci, wciskanie na siłę związku Barry'ego z Iris... Zoom był już nieco męczący, ale dopiero Savitar z sezonu trzeciego przeciągnął strunę...

Z "Supergirl" jest gorzej, bo obejrzałem nie tylko kiepski trzeci sezon, ale także ponad połowę czwartego. Pomijam już wpadki tłumaczy, którzy nie mogli się zdecydować, czy tłumaczyć nazwy głównych przeciwników, czy zostawić oryginalne. Ale FABUŁA!... Sezon trzeci to walka z super-potężnymi world killers, powrót Mon-Ela i... odnalezienie ocalałych Kryptonian, dryfujących na małej planecie (planetoidzie?) Jednak to sezon czwarty przebija wszystko inne: fabułę osnuto tutaj na prześladowaniach Obcych, więc przez wszystkie odcinki mamy wzniosłe mowy o tym, jak to wszyscy są równi, a Ameryka kocha swoje przybrane dzieci...

Tak ogólnie

Można się zastanawiać, po co oglądałem aż tyle, skoro wszystko zmierzało do nieubłaganie słabego finału? W obu przypadkach było podobnie: polubiłem głównych bohaterów. I oglądałem dla nich - licząc, że jednak stanie się cud i oba seriale wyjdą w końcu na prostą. Niestety. O ile "Flash" jeszcze jako tako się wybronił (powiedzmy), to "Supergirl" kompletnie pogrążyła się czwartym sezonem. Tym samym odeszła mnie całkiem ochota na obejrzenie serialu, do którego się to wszystko zaczęło, czyli "Arrow".

Podsumowując, nie zachęcam nikogo do oglądania. Można rzucić okiem na odcinki pilotażowe - i tyle. Chyba, że bardzo, ale to bardzo się nudzicie i macie słabość do postaci w trykotach.

0 komentarze:

Prześlij komentarz