Amator i struny

Krótki rys historyczny Chociaż mam dwie gitary, gram na nich kiepsko, żeby nie powiedzieć - niemal wcale. Na drodze nauki stają zwykle przeszkody, ehm, natury obiektywnej, czyli... lenistwo. No dobrze, czasem też zwyczajnie niechęć do bólu, bo tylko ten, kto próbował grać wie, jak potrafią boleć opuszki palców przez pierwsze tygodnie. Efekt? Znam kilka podstawowych "chwytów", a gitary albo się kurzą (akustyczna na ścianie), albo gnuśnieją (elektryczna w futerale). Tym razem postanowiłem jednak, że pójdę z nauką dalej niż poprzednio (gitary ma od... tam do licha!... piętnastu lat!), zwłaszcza że przydałoby się trochę urozmaicić własną muzykę grą na żywo. Ściągnąłem więc z półek podręczniki do nauki gry (myślicie, że się nie zaopatrzyłem?) i pierwsza porada była taka, żeby zadbać o struny. Hm, szybkie rozpoznanie wykazało, że struny powinno się zmieniać dość często, na pewno częściej niż ja to robiłem. Czy piętnastoletnie struny mogą brzmieć dobrze? No właśnie. Jakie struny...