niedziela, 31 marca 2019

[K] Duży na drodze

Dziś znów o grach - ale tym razem o grze dość nietypowej. Euro Truck Simulator 2 to pozycja już wiekowa, ale - jak się okazuje - ciągle żwawa i dostarczająca przyjemnej rozrywki.

Złe miłego początki

Swoją przygodę z ETS2 zacząłem już jakiś czas temu i to dość niefortunnie. Gra nie chciała się zainstalować i musiałem za pomocą supportu ze Steama robić różne "czary-mary". W końcu jednak udało się całość uruchomić, ale zanim przejdę do sedna, może małe wyjaśnienie.

Euro Truck Simulator 2 jest - jak nazwa podpowiada - symulatorem ciężarówki na terenie Europy (co dość istotne - istnieje też osobna wersja na rynek amerykański). Jeździmy sobie od miasta do miasta, przewożąc najrozmaitsze towary. Wiadomo, trzeba się wyrobić w czasie i nie uszkodzić ani towaru, ani ciężarówki. I to tyle.

Jeździmy

Początkowo nie mamy pieniędzy na zakup własnego sprzętu, więc imamy się pracy dorywczej i bierzemy zlecenia "z rynku". Ktoś chce coś przewieźć i chętnie nam zapłaci za bycie kierowcą. Wybieramy zatem zlecenie, wsiadamy do kabiny wielkiej ciężarówy i... w drogę!

Jako że można jeździć także po Polsce, na pierwszą trasę wybrałem rajd z Wrocławia do Poznania. "Rajd" tylko z nazwy, bo szybko okazało się, że ETS2 jest dość wierny realiom i po naszym kraju jeździ się bardzo ciężko. Wąskie drogi, mnóstwo ograniczeń prędkości, roboty drogowe... Wszystko jakby starało się uprzykrzyć nam życie.

Do tego dodajmy jeszcze początkowy brak wprawy w kierowaniu zestawem oraz brak rozeznania w narowach gry i w efekcie pierwsze zlecenia to notoryczne uszkodzenia, spóźnienia i mandaty. Potem jednak zaczynamy łapać, o co w tym wszystkim chodzi, podłączamy do komputera coś więcej niż klawiaturę i gra nabiera rumieńców!

Najlepiej jeździ się, korzystając z kierownicy z pedałami i dźwignią zmiany biegów. Specjalnie na okoliczność weekendowego grania przytargałem ze strychu mojego wysłużonego Logitecha G27 i powiadam Wam, że bawiłem się przednio! W praktyce jednak lepiej sprawdza się pad (ja mam takiego od XBoxa 360) - nie zajmuje tyle miejsca, nie trzeba go demontować, jeśli chcemy sobie przy komputerze popracować, a analogowe gałki i spusty dają przyjemność w kierowaniu ciężarówką.

To jest fajne!

Ktoś może zapytać, co jest niby fajnego w jeżdżeniu ciężarówką z punktu A do punktu B? No właśnie - jeżdżenie! To jest bardzo... relaksujące! Nie wierzę, że to piszę, ale takie "nudne" jeżdżenie po normalnych drogach, aby bezpiecznie przewieźć coś z Poznania do Hamburga jest zwyczajnie przyjemne! Gra pozwala skorzystać z własnej muzyki w formacie mp3 albo skonfigurować streaming z prawdziwych stacji radiowych, włączyłem sobie więc Radio Wrocław i słuchałem audycji z przerwą na wiadomości o pełnej godzinie.

Oczywiście, gra nie zachowuje pełnego realizmu, tj. nie jedziemy z Poznania do Warszawy przez zegarowych pięć godzin, tylko dwadzieścia minut, a na trasie nie spotkamy dziesiątek miejscowości, może jednak dlatego jedzie się tak fajnie. Realia przejawiają się jednak w czymś innym - w różnicach między krajami. Jak pisałem, po Polsce jeździ się trudniej, ale wystarczy przejechać przez zachodnią granicę i voila! Nagle pędzimy sobie autostradami, nie musząc się wlec wąskimi drogami za ciężką cysterną (wierzcie mi, wyprzedzanie zestawem na "normalnej" drodze jest ekstremalnie trudne).

Na końcu podróży musimy wjechać na teren fabryki/zakładu i dostajemy możliwość zarobienia dodatkowych "punktów doświadczenia" za... zaparkowanie naczepy. Są trzy warianty: prosty (bez punktów, parkuje automat), średni (musimy wjechać na oznaczone miejsce przodem) i trudny (wycofujemy całym zestawem na określoną pozycję). Punkty doświadczenia (zbierane tak czy owak za wypełnianie zleceń) służą natomiast do odblokowywania coraz lepszych zleceń (czytaj: za więcej pieniędzy).

W grze można też zaciągnąć kredyt, kupić własny zestaw ciężarówek, zatrudnić dodatkowych kierowców i zostać prawdziwym transportowym bonzo, ale jakoś mnie do tego jeszcze nie ciągnęło.

Do poprawy

To, co mi najbardziej przeszkadza w dobrej zabawie, to nadwrażliwość gry na wykroczenia. Po pierwszych paru kursach zacząłem naprawdę uważać na swoją jazdę (mandaty i uszkodzenia strasznie uderzają po kieszeni), ale w grze wystarczy minimalnie złamać przepisy, by dostać srogi mandat. Przykład? Wykonywałem dość lukratywne zlecenie przewozu paliwa z Olsztyna do Szczecina. Całą drogę pilnowałem się i jechałem naprawdę wzorowo - jednak wjeżdżałem do Szczecina po dość ciasnym łuku i dopiero w ostatniej chwili zauważyłem ograniczenie do 50km/h (jeszcze przed tablicą oznaczającą teren zabudowany). Jechałem 65km/h, ale fizycznie nie zdążyłem wyhamować i "wpadłem" za znak z 53km/h. Efekt? Mandat 660 euro...

Tego typu rzeczy psują radość z gry, podobnie jak mało samochodów osobowych na drogach (ale podejrzanie dużo radiowozów!) czy dość małe metropolie. Oczywiście, nie pokuszono się o przenoszenie miast 1:1, zachowano tylko kilka charakterystycznych budynków (np. w Poznaniu Uniwersytet Ekonomiczny).

Nie tylko wyścigi

Jak widać, da się zrobić grę "szosową", gdzie nie liczy się ściganie. I gdzie nie pędzi się 250km/h, tylko dostojnie toczy siedemdziesiątką. Najdziwniejsze, że do tej nudnej roboty "tirowca" chce się wracać.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza