Posty

Wyświetlam posty z etykietą cd-action

CD-Action wciąż żyje!

Obraz
Niemal rok temu wydawało się, że jedno z najbardziej zasłużonych pism dla graczy dogorywa. Wydawca zwolnił redaktorów i nosił się z zamiarem likwidacji pisma. Przyznam, że sam postawiłem wówczas na piśmie krzyżyk, nie wierząc zupełnie, że cokolwiek może się zmienić. A jednak! Tytuł zdobył inwestora, który wykupił go od dotychczasowego właściciela. Redaktorzy wrócili (w tym też tacy, którzy odeszli z różnych powodów wcześniej), przybyło też nowego narybku i pismo zaczęło się zmieniać - powolutku, ale systematycznie. A obecnie świętuje swoje dwudzieste piąte urodziny: Dwadzieścia pięć lat na prasowym rynku to naprawdę spory wyczyn, a już w przypadku tak niszowego tytułu, jak czasopismo dla graczy, to prawdziwy ewenement. I chociaż nie kupuję już go tak regularnie jak niegdyś, to życzę całej Redakcji i samemu pismu przynajmniej drugiego ćwierćwiecza w dobrej kondycji!

300 i... wystarczy

Obraz
Na dniach ukazał się w kioskach najnowszy numer czasopisma CD-Action , noszący dumny numer 300. Zanim przejdę dalej, w tym miejscu złożę Redakcji wyrazy uznania i szczere gratulacje, że "Ekszyn" dzielnie przetrwał 25 lat. Ćwierć wieku to nie byle co, zwłaszcza dla tak - było nie było - dość niszowego czasopisma o grach. Czytając numer, zwłaszcza wspominkową część "300 numerów!", uświadomiłem sobie COŚ. A tym czymś jest fakt, że przestałem być graczem. Prawda, od czasu do czasu w coś jeszcze popykam, ale z coraz mniejszym zaangażowaniem i coraz mniejszą ochotą. Na Steamie i GOGu mam w sumie prawie dwie setki gier, z których większości nigdy nawet nie zainstalowałem! Są tam gry, hm, duże i poważne, choć większość to jakieś darmoszki czy okazje za dolara z promocji różnych i różnistych. I tyle. O rozmiarze mojego "zapóźnienia growego" świadczy fakt, że mam w kolekcji ledwo ruszone GTA IV i kompletnie nie ruszone GTA V . Pewne objawy "wypalenia...

E-wydania

Obraz
Lubię Kindle'a , naprawdę. To świetny wynalazek - z jednym wszak zastrzeżeniem. Że czyta się na nim książki. W tym jest bezkonkurencyjny (no dobrze, są też inne, bardzo dobre czytniki, ale nie znam ich z autopsji, za to korzystałem już z kilku modeli czytnika Amazonu ). Nie w tym rzecz wszakże. W walce o wolne miejsce na półkach dotarłem właśnie do rozdziału zatytułowanego "magazyny papierowe". Tutaj Kindle się - niestety - nie sprawdza. Papier a cyfra Niby nie ma tego dużo, bo kupuję trzy miesięczniki: "Estradę i studio", "CD Action" i "Pixela". Po kilku latach jest jednak tego cała sterta, wcale nielekka, bo każdy z tych magazynów wydawany jest na porządnym papierze. Co do "Pixela", to sprawa jest bardzo prosta - na razie mam wykupioną prenumeratę, więc wersję papierową będę chomikował przez jakiś jeszcze czas. Za to do każdego numeru dostaję kod, dzięki któremu mogę pobrać też wersję elektroniczną, otwieraną w specjalnej ...

Pixel a reszta

Obraz
Pisałem dawno temu o reaktywacji pisma Secret Service , które po dwóch numerach przemianowano na Pixela . Byłem wtedy ciekawy, jak długo uda się wydawać okołogrową publicystykę na, było nie było, ciasnym polskim rynku, rządzonym od wielu, wielu lat przez CD-Action . Przyznaję, że kupuję oba tytuły, co piękniejsza połowa ma mi za złe (że niby gromadzenie makulatury i tym podobne). Pixela miałem przez ostatni rok nawet w prenumeracie. Jak dzisiaj patrzę na te dwa czasopisma? Pixel Patrzę na to pismo z takim pewnym ciepłem w sercu. Znajduję w nim to, co chcę znajdować - ciekawą publicystykę, nienachalne recenzje gier, ciekawostki z branży, w tym np. wywiady z członkami młodych grup deweloperskich. Mam dostęp do słów pisanych przez ulubionych dziennikarzy (tak, "Borek", na Ciebie patrzę, ale Michał R. Wiśniewski i Krupik też sporo dokładają do całości; a ostatnimi czasy robi to też... Wojciech Pijanowski). Najsłabszym ogniwem czasopisma (dla mnie) są recenzje, bo po p...

Postęp

Obraz
Na początku lat dziewięćdziesiątych pożyczałem od wuja Wiesia ośmiobitowe Atari 65XE z magnetofonem. Szaleństwo grania było wtedy niezwykle silne, komputery jawiły się jako magiczne pudełka i nawet nie zwracało się uwagi, że były gry, które z kasety magnetofonowej potrafiły się ładować nawet pół godziny. W tym czasie należało trwać w bezruchu lub chodzić na palcach, bo inaczej ekran telewizora wyświetlał niesławny komunikat "BOOT ERROR" i operację trzeba było powtarzać. Jednak prostsze gierki, na przykład kultowy wówczas River Raid , wczytywały się w ciągu kilku minut i już można było szaleć do spalenia zasilacza. Niegdyś byłem dość gorliwym graczem, jednak obecnie siadam do gier raczej sporadycznie. Powód - brak czasu, ale od wczoraj także coś innego. A zaczęło się niewinnie... Jako że czasopisma fotograficzne wymierają jak muchy (w zeszłym roku Foto , w tym Digital Foto Video ), kilka dni temu kupiłem sobie dla odmiany CD-Action , pismo o grach komputerowych, obchodzące ...