poniedziałek, 4 listopada 2013

[K] Windows 8.1 - po instalacji

Po rozmowach z kolegami z pracy postanowiłem jednak zmierzyć się z problemem i zainstalować Windows 8.1 na domowym komputerze. Przeważył argument, że podobno (o czym się nie mówi głośno) zlikwidowano kilka sporych luk bezpieczeństwa, a sama aktualizacja przebiega już bez problemów. Ha!

Praktyka

Jeśli zamierzasz instalować aktualizację 8.1 na działającym już od jakiegoś czasu systemie, zaopatrz się w dużą dozę cierpliwości. Aktualizacja wraca do niechlubnej tradycji instalatorów Microsoftu, które działały długo, po czym wymagały od użytkownika interakcji, bez czego instalacja nie mogła się zakończyć. Tutaj jest podobnie, ale gorzej.

Po pierwsze, zalecam pobranie i uruchomienie narzędzia do sprawdzania kompatybilności. Link do niego znajduje się w sklepie, na stronie z aktualizacją, tylko trzeba tę stronę przewinąć, bo zrazu link jest niewidoczny. Po co sprawdzać kompatybilność? Otóż instalator i tak takie sprawdzenie robi, ale dopiero po ściągnięciu 3,6GB aktualizacji. Jeśli wówczas okaże się, że mamy jakieś niezgodne programy, będziemy musieli je odinstalować. Jeśli odinstalowanie wymaga restartu komputera, może się to skończyć ponownym pobieraniem aktualizacji. A to trwa.

Sam instalator jest też mylący - po uruchomieniu pokazuje się mały pasek postępu, wyświetlający procentowe zaawansowanie. Jednak mimo tego, że dochodzimy tutaj (po długim czasie!) do 100%, wcale nie oznacza to zakończenia procesu. To tak naprawdę dopiero początek.

Niekończąca się opowieść

Teraz zaczynają się cyrki - komputer jest restartowany, a na ekranie ładowania co i rusz pojawiają się nowe czynności: a to "Konfigurowanie", a to "Stosowanie ustawień" itp. Za każdym razem cierpliwie musimy poczekać, aż postęp prac osiągnie 100%, po czym częstowani jesteśmy restartem i sytuacja się powtarza, ale z innym komunikatem. Nigdzie oczywiście nie ma ŻADNEJ informacji, ile jeszcze etapów jest przed nami i czy czekać przy komputerze, czy raczej czas przeznaczyć na oglądanie ulubionego serialu.

Wreszcie dochodzimy do etapu "interaktywnego" - instalacja jest już niby gotowa, ale zatrzymuje się, zmuszając użytkownika do zalogowania się na konto Microsoft Live! A jeśli, kochany użytkowniku, nie pamiętasz hasła lub identyfikatora, to zapomnij, że instalator pomoże Ci w odzyskaniu tej wiedzy. Więcej, każda próba wpisania identyfikatora/hasła jest utrudniana przez... system CAPTCHA - musisz przepisać tekst widoczny na obrazku, żeby udowodnić, że nie jesteś automatem. Microsofcie, naprawdę świetne rozwiązanie...

Myliłby się ten, kto sądziłby, że przejście tego kroku umożliwi nam oglądanie nowych kafelków lub pulpitu. Nic z tego. Użytkownik znów musi poczekać (w opisywanym przypadku było to ok. 3-4 minut), wpatrując się w hipnotyzujący zmianami kolorów ekran. W tym czasie trwa "konfigurowanie sklepu", "instalowanie aplikacji" i tym podobne "atrakcje".

I to z grubsza koniec mordęgi instalowania wersji 8.1. Z zegarkiem w ręku trwała dwie i pół godziny. Tak, to więcej niż instalacja na czysto (ok. 20 minut). To więcej, niż instalowanie Visty i na niej Windows 8 (ok. godziny z minutami). To naprawdę zbyt długo - jednak najgorszy jest nie sam czas, tylko kompletny brak informacji dla użytkownika, na jakim etapie jest instalacja i ile jeszcze kroków zostało do końca. No i to nonsensowne logowanie na konto Live! - przyznam, że naprawdę może zirytować.

Efekty

Czy po instalacji zauważa się jakieś zmiany? Po przejściu na zwykły pulpit widoczne są przywrócone ikony Internet Explorera oraz Eksploratora Windows (które oczywiście w trybie ekspresowym znów lądują w koszu, bo nie po to je usuwałem, żeby teraz zaśmiecać sobie nimi pasek programów). Widać też przycisk Start:

Dla ekranu z kafelkami można w opcjach włączyć wyświetlanie tej samej tapety, co na pulpicie - moim zdaniem nieco łagodzi to efekt przechodzenia między tymi dwoma obszarami i jest przyjemniejsze dla oczu:

Jedyną zaletą przycisku Start jest fakt, że po kliknięciu prawym klawiszem wyświetla się menu podobne do tego, które w wersji 8.0 można było wywołać skrótem Win+X (o ile się o tym skrócie wiedziało). Cieszy obecność w nim polecenia zamknięcia/wylogowania:

Na ekranie z kafelkami można wyświetlić widok pogrupowanych aplikacji, przy czym kryterium grupowania można wybrać spośród czterech: nazwy, kategorii, częstotliwości używania oraz daty instalacji:

No i na koniec zmiana w wyszukiwarce. Po naciśnięciu skrótu Win+Q po prawej stronie pojawia się panel, w którym wpisujemy szukaną frazę, a poniżej otrzymujemy wyniki (sprawdzane są nazwy aplikacji, nazwy plików oraz internet). W wersji 8.0 wyszukiwarka zajmowała cały ekran, więc i tu programiści z Microsoftu dostrzegli, że nagłe przełączanie między pulpitem a kafelkami nie jest zbyt ergonomiczne:

Podsumowanie

Mam bardzo mieszane odczucia związane z wersją 8.1. Profitów z aktualizacji zbyt wielu nie ma, w zamian można stracić sporo nerwów - chociaż jeśli ktoś przeczytał ten wpis, wie już, czego się spodziewać, więc może i nie będzie się tak irytował. Pewnie w trakcie normalnej pracy natknę się jeszcze na jakieś nowości - jeśli coś będzie wartego wzmianki, napiszę kilka słów. A tymczasem... Może rzeczywiście zamiast peceta trzeba było w sierpniu kupić Maca z OSX?...

4 komentarze:

  1. Marudzisz jak baba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam
    a ja mam pytanie - jak wygląda pracaz Lightroomem pod Won 8.1. Czy jest jakś różnica w stosunku do pracy pod Win 7?
    Zastanawiam się nad przesiadką na win 8.1, przede wszystkim dlatego, że wkrótce będzie win 10 i trzeba dostosować się będzie do nowości. No i ciekawość mnie nurtuje - czy Microsoft coś pod kątem wydajności poprawił system, czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno mi porównać win8 do win7, bo przechodziłem z 32bitowej Visty na 64bitowy win8. Dużych różnic nie było, większy zysk miałem, przenosząc poszczególne elementy na osobne dyski (fizyczne, nie partycje). Na jednym dysku orogram, na drugim katalog, a na trzecim cache. Nie zawadzi 8GB pamięci. Warto np. przy eksporcie robić to w partiach (zamiast raz 100, lepiej 2 razy po 50 - jednocześnie). Moduł Develop działa lepiej, gdy wyłączy się histogram i przy imporcie zaznaczy tworzenie podgladow 1:1. Warto też od czasu do czasu wykonać optymalizację katalogu.

    OdpowiedzUsuń