wtorek, 30 marca 2021

YouTube i idiotyczne ContentID

Nie jestem jakimś zapalonym jutuberem, ale umieszczam tam od czasu do czasu filmiki - nie z myślą o zarobkach, a raczej o podzieleniu się ze światem czy to wiedzą, czy własnymi dokonaniami (taki, widzicie, ze mnie narcyz). Z przykrością zauważyłem już nie raz i nie dwa, że portal ten chroni głównie firmy i korporacje, zwykłych użytkowników mając w głębokim poważaniu i z góry uważając ich za oszustów i złodziei. Dlaczego tak twierdzę?

Roszczenia

Jak wiecie (albo i nie wiecie), na YouTube można zarabiać. Jeśli użytkownik ma wielu subskrybentów i duży zasięg, a filmiki dużą oglądalność, może liczyć na monetyzację, czyli wypłaty od YouTube'a. Oczywiście, żeby cokolwiek zarobić, trzeba być aktywnym, dużo i ciekawie publikować, żeby zebrać rzeszę wiernych fanów. Mój kanał z zawrotną liczbą 100 subskrypcji i tysiącem odtworzeń miesięcznie jest tak naprawdę niczym, pyłkiem i o jakichkolwiek zarobkach nie może być mowy. Ale...

Każda firma (wydawca) może zakwestionować każdy Wasz filmik stwierdzając, że narusza ich prawa własności. Tak po prostu. Zgłaszają do YouTube'a, że filmik zrobiony przez Was, gdzie gracie na grzebieniu własną melodię, narusza ich prawa i guzik możecie na to poradzić. Gdy ten filmik zarabiał dla Was setki dolarów miesięcznie, od momentu zgłoszenia roszczenia zarabia setki dolarów dla firmy, która to roszczenie zgłosiła.

Oczywiście, możecie zgłosić sprzeciw. Napisać, że to Wasz utwór, że sami go zrobiliście i macie do niego prawa. Firma MOŻE się z tym zgodzić, ale nie musi. I jeśli się nie zgodzi, to macie figę z makiem.

Oczywiście, możecie w tej sytuacji "odwołać się". Czyli napisać jeszcze raz, że to Wasz film, wasze prawa. I znów, firma MOŻE się z tym zgodzić i wycofać roszczenia, ale jeśli ma takie widzimisię, że idzie w zaparte, to... tak, dostajecie od YouTube ostrzeżenie, że naruszacie prawa autorskie, a filmik jest usuwany. Jeśli to Wasze drugie tego typu ostrzeżenie, możecie stracić cały, latami budowany kanał. Tak po prostu.

Oczywiście, możecie jeszcze otworzyć spór, ale wymaga to już dostarczenia dokumentów, dowodów, podpisanych licencji, a w końcu po prostu pozwania firmy, która zgłasza roszczenia. Powodzenia w starciu z prawnikami, jeśli jesteś zwykłym sobie szarym człowiekiem, bez wielkiego majątku przeznaczonego na adwokata...

No bo tak

Piszę o tym w kontekście mojego, zamieszczonego w 2016 roku filmiku o powstawaniu komiksu o Ladaco. Chcąc nieco rozsławić swojego kolegę (i uhonorować go, bo robi świetną muzykę), poprosiłem go o zgodę na umieszczenie w tle jego utworu. Zgodę rzecz jasna otrzymałem, filmik umieściłem i niby dobrze. Tydzień temu patrzę, mam na nim roszczenia firmy CD Baby, która twierdzi, że używam utworu nielegalnie. Zgłosiłem sprzeciw, że owszem, mam zgodę samego autora i to na piśmie, jednocześnie napisałem też do samego zainteresowanego, czy potwierdza tę zgodę nadal. No i nie uwierzycie, on ma ten sam problem, tzn. YouTube zakwestionował mu jego własne utwory! Tzn. firma CD Baby zgłosiła roszczenia do samego autora, że on narusza swoje własne prawa! Jeśli to już nie jest paranoja, to nie wiem, co nią jest.

W każdym razie ja idę w zaparte i jestem obecnie na etapie odwołania się, bo oczywiście mój sprzeciw firma CD Baby odrzuciła. Podejrzewam, że odwołanie się także będzie nieskuteczne i filmik po prostu zniknie z kanału, a ja dostanę ostrzeżenie.

Co można zrobić?

Odpowiedź: nic. Napisałem do firmy CD Baby na Facebooku i mailowo, ale raczej wątpię, czy to w jakikolwiek sposób pomoże. Najgorsze jest to, że w zasadzie jest się bezbronnym - nie sposób z nikim porozmawiać, wymienić e-maili, bo ma się wrażenie, że za wszystkim stoją po prostu automaty i algorytmy. A YouTube w obawie przed pozwami umywa ręce na zasadzie: "rozwiążcie to sami", tyle tylko, że strona "pozwana" nie ma w zasadzie żadnej możliwości odparcia ataku. To tak, jakby ktoś oskarżył nas o kradzież, wsadził do więzienia i kazał stamtąd udowadniać, że jednak niczego nie ukradliśmy. Przykro mi, ale tak to widzę.

Co pozostaje? Na wszelki wypadek zgrałem filmik z YouTube'a (bo nie mam już materiałów źródłowych, a nie chce mi się go kręcić i montować jeszcze raz). Jeśli zostanie usunięty, po prostu dogram na nowo opis na tle innej muzyczki i wrzucę ponownie, wymieniając linki na działające. Opis muszę dograć, bo obecny jest nałożony na "sporną" muzykę, więc nie mogę go wykorzystać. Pół biedy, że film ma 6 minut, więc będzie to raptem z pół godzinki roboty. Ale roboty, którą muszę zrobić, bo firma CD Baby postanowiła "zarabiać" na moim filmiku, który przez 5 lat obecności na kanale obejrzało 400 osób. Brawo...

4 komentarze:

  1. Wydawcy odkryli, w jaki sposób mogą się podpiąć pod czyiś sukces i na tym zarobić. Grosz do grosza... i bez wysiłku można zarobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, niestety. Najgorsze, że jeśli wydawca pójdzie w zaparte, że to my naruszyliśmy jego prawa autorskie, to nie ma szans z nim wygrać, chyba że się go poda do sądu :( YouTube nijak nie ułatwia nawet kontaktu - np. zgłaszając sprzeciw trzeba podać wszystkie swoje dane osobowe i zaznaczyć, że chce się je wysłać stronie "pozywającej", samemu mając tylko nazwę tej strony :( Strasznie to jednostronne i pro-korporacyjne...

      Usuń
    2. Przepraszam, wyżej miałem na myśli nie sprzeciw, a odwołanie - przy sprzeciwie trzeba tylko opisać, jakie się ma prawa do utworu (w moim przypadku nikt tego nawet zapewne nie przeczytał).

      Usuń
  2. Nie miałam pojęcia o takich zagrywkach. Wydaje mi się, że Ci, którzy znają sposób reagowania YT czy innych platform, mogą złośliwie lub specjalnie (dla własnej korzyści) uprawiać taką formę... hejtu! Współczuję!

    OdpowiedzUsuń