środa, 31 lipca 2019

Środek lata

No i mamy koniec lipca, a jutro - początek sierpnia. Niestety, lato pomyka naprzód bardzo szybko i nie ma dla nikogo litości.

Pogoda ostatnio nieco się zbiesiła - na przemian duszna gorącość i ulewy, przechodzące czasem w burze. Komary wczorajszej nocy cięły tak bardzo, że teraz - pisząc te słowa - muszę od czasu do czasu drapać się nie tylko po przedramionach, ale i palcach! To chyba najbardziej nielubiany przeze mnie element lata - chmary komarów. I nawet niechby gryzły, jeśli już muszą, ale niech one - na litość boską - nie bzyczą! Oszaleć można, kiedy próbujesz zasnąć, a ci takie ladaca latają nad uchem!

Z rzeczy innych - o rowerze pisałem ostatnio, może zatem warto wspomnieć o "dokonaniach" audio. A tych jest zatrważająco mało. W zasadzie jedyną na tym polu aktywnością jest nagrywanie audiobooków. Aktualnie nagrane (a nieopublikowane) są trzy i czekają na obróbkę. A czekają dlatego, że jest to żmudna robota, zajmująca bardzo dużo czasu - przynajmniej na obecnym etapie. Być może praktyka "uczyni mistrza", ale trzeba jeszcze się uzbroić w cierpliwość.

Kiepsko zaś jest z muzyką - weny nie ma kompletnie. Wprawdzie obiecywałem sobie, że tym razem muszę przed kolejnymi nagraniami "podładować akumulatory", to czuję jakiś dziwny niepokój, że nic nowego się nie pojawia. A plany mam - jak zwykle - ambitne...

Żeby się już nie dołować bardziej, nie będę nawet wspominał o rysowaniu czy pisaniu (ha, tak, tak, to też miałem w swoich "ambitnych" planach!). Za to odrobinę wróciłem do fotografowania, w tym wybrałem się na pierwszy od bardzo długiego czasu fotograficzny poranek. Wyszło tu wprawdzie na jaw, ile rzeczy pozapominałem przez brak praktyki (w tym dosłownie - zapomniałem zabrać wężyka spustowego), ale ostatecznie efekty - jak na tak karygodny brak treningu - nie są tragiczne.

Żeby nie było tak pusto, widok ze Szczelińca Wielkiego sprzed dziewięciu lat :)

I tak się to powoli toczy. Muszę w najbliższym czasie odświeżyć sobie mitologię grecką (zapewne w wersji Parandowskiego), bo Perełka domaga się kolejnych mitów, a nie wszystko się przecież pamięta. Tylko czy jest gdzieś wersja elektroniczna dla Kindle'a?

Aż strach, że jutro już sierpień. Dla mnie zawsze był to synonim końca wakacji - kiedy już się sierpień zaczynał, to w zasadzie było po wakacjach. Dzień się skraca, pogoda coraz bardziej nieprzewidywalna, widmo jesieni coraz wyraźniejsze. Kończy się najfajniejszy okres w roku - wiosna i początek lata.

Ale nie upadajmy na duchu, bo jak mawiał Szwejk, a ja go wiele razy już cytowałem: "jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było".

2 komentarze:

  1. Eeeech... Mam rozpoczęte kilka robótek, tzw. projektów, a czasu, mimo wakacji, mało. Do tego wieniec dożynkowy w perspektywie.
    Parandowskiego spotkałam tylko w audiobooku. Ale są inne mitologie, w tym takie ad usum Delphini, musisz pogmerać (publio, empik itp.).:) W wersji papierowej może też być "Borek i bogowie Słowian" Igora D. Górewicza.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ambitne plany też ciągle za mną chodzą. Miałam i rysować, i kontynuować naukę gry na gitarze, itd. Ale zdecydowałam, że najwięcej czasu poświecę fotografii. I wyszło na to, że tylko to robię :D
    Pozdrawiam, Katarzyna

    OdpowiedzUsuń