wtorek, 3 marca 2020

Kto słucha jeszcze plików mp3?

Jestem informatycznym dinozaurem, to fakt. Ale i tak się nieco zdziwiłem, kiedy po rozmowie w pracy okazało się, że prócz mnie nikt nie słucha muzyki w formacie mp3. Strumieniowo, na Spotify czy inszym Tidalu - jak najbardziej. Nawet na YouTube. Ale mp3 - nie.

A ja, mimo tego, że owszem, ze Spotify korzystam, nadal i w komputerze, i w telefonie mam zainstalowane odtwarzacze mp3 oraz kilkadziesiąt gigabajtów muzycznej biblioteki.

Komputerowym odtwarzaczem od wielu, wielu lat jest sprawdzony i niezawodny Foobar2000. Jest "leciutki", potrafi schować się w zasobniku z zegarem, ma bardzo sprawnie działającą wyszukiwarkę, możliwość tworzenia własnych playlist itp.:

W telefonie już trzeci rok siedzi PlayerPro - od kiedy go używam, nie miałem nawet cienia potrzeby, żeby jeszcze przeszukiwać otchłanie internetów, by znaleźć coś lepszego. Ma wszystko, czego potrzebuję:

A teraz trzeba by wyjaśnić, co mnie trzyma przy tym przebrzmiałym (zdałoby się) formacie muzyki. Otóż jest to... niezawodność. Jestem niezależny od humorów sieci, dostawcy internetowego czy... samych serwisów streamingowych. Mam swoją bazę muzyczną, której nikt mi nagle nie ograniczy, nie zabroni z niej korzystać, nie podmieni zawartości. Która działa błyskawicznie, nie zacina się z powodu problemów sieciowych, nie obciąża łącza. Z którą - nie bójmy się tego stwierdzenia - mogę zrobić, co tylko mi się żywnie spodoba. No i nie bez znaczenia, że mam w tej bazie utwory, których próżno szukać w mainstreamowych serwisach - choćby bardzo szeroka baza starszych, polskich utworów, których brak na Spotify. Plus utwory "zapomniane" lub mało popularne, jak na przykład płyta Teatru HALS czy Michel Delving.

Tak to więc jest. I się raczej nie zmieni, bo choć korzystanie ze streamingów jest bezsprzecznie wygodne, to - zgodnie z zasadami redundancji - chcę mieć swoją "kopię zapasową". Bo z korporacjami nigdy nic nie wiadomo.

0 komentarze:

Prześlij komentarz