poniedziałek, 28 grudnia 2020

[O] Yves Sente, Grzegorz Rosiński - Zemsta hrabiego Skarbka

Tak się przedziwnie składa, że często pod choinką znajduję komiksy - tak, tak, stary koń, a czyta rysunkowe historyjki. Tyle tylko, że to komiks szczególny, bo pary twórców, odpowiedzialnych za sporo albumów z Thorgalem. Myślę, że nie trzeba ich specjalnie przedstawiać. Historia zemsty hrabiego Skarbka jednak nijak się ma do Thorgala - chyba tylko tyle, że tworząc fikcję, autorzy stwarzają pozory, jakoby była ona wpleciona w rzeczywistą historię. W "Thorgalu" paralele są dość odległe i nie zawsze oczywiste, w "Skarbku" sprawiają wrażenie wyjętych wprost z kart historii, trochę jak u Dumasa, który zresztą jest na kartach komiksu przywoływany.

Coś szczególnego

Sante w przemowie opisuje dość szczegółowo, czym ten komiks miał być, a czym się ostatecznie nie stał - a miał być komiksem erotycznym. Rosiński rozmyślił się jednak, choć powstały szkice, a posiadane przeze mnie wydanie ma je wmontowane w odpowiednich miejscach historii. Po namyśle stwierdzam jednak, że niepotrzebnie - niczego nie wnoszą one do historii i równie dobrze można by je zawrzeć w dodatku na końcu albumu, razem z innymi grafikami.

Od strony wizualnej komiks prezentuje "technikę koloru bezpośredniego", jak nazywa to Sente w przedmowie. Czyli jest to ten typ "malarski" zastosowany w ostatnich albumach "Thorgala", który mnie osobiście niespecjalnie przypadł do gustu, a i tutaj budzi mieszane odczucia. O ile wcześniej Rosiński potrafił sprawnie nakreślić bohaterów tak, by byli do siebie zwyczajnie podobni na kolejnych kadrach, tym razem sztuka ta się nie udała, w związku z czym niemal przez cały czas lektury musiałem skupiać się na tym, kto właściwie rozmawia z kim i kto może być kim. Nie jest dobrze, jeśli do identyfikacji osób w komiksie używa się ich strojów zamiast twarzy...

Historia

Pomarudziłem na formę i na tym koniec, bo na szczęście z treścią jest dużo lepiej. Zwroty akcji obecne są do ostatniej niemal strony, a całkiem przyjemne okazują się powiązania z historią, na przykład z... Fryderykiem Chopinem, który faktycznie urodził się w Żelazowej Woli, majątku hrabiego Skarbka (w domyśle ojca głównego bohatera). Fabuła kręci się głównie wokół procesu, jednak w jego trakcie prezentowanych jest tyle retrospekcji, by nie nudzić czytelnika suchymi przemowami prawników.

Rzecz jasna, nic więcej nie zdradzę, kto ciekaw, niech chwyta książkę w ręce i czyta.

Hm

Podsumowując moje przemyślenia, gdyby nie ta nieszczęsna malarska maniera Rosińskiego, byłby to jeden z ciekawszych komiksów, które posiadam. Sente spisał się na medal i jeśli skupić się tylko na fabule, komiks dostarcza bardzo dobrej rozrywki. Szkoda jednak, że już bez tej pięknej, subtelnej kreski, która tak mnie zauroczyła trzydzieści lat temu w "Czarnej galerze"...

0 komentarze:

Publikowanie komentarza