wtorek, 26 stycznia 2021

Lenistwo na potęgę

Napiszę szczerze, że jestem przerażony. Przerażony lenistwem rosnącego nam pokolenia. Jakiekolwiek generalizowanie jest zwykle szkodliwe i często mija się z prawdą, ale w ostatnim miesiącu spotykałem się z tyloma praktycznymi przykładami, że po prostu ręce opadają. O co jednak chodzi?

Praktyczne przykłady lenistwa spotykam zwykle na FaceBooku i na różnych forach, które odwiedzam z uwagi na zainteresowania - tu konkretnie będzie o dwóch przypadkach, muzycznym i graficznym. Nie jest niczym dziwnym, że grupy zainteresowań powstają między innymi po to, by dzielić się wiedzą - i to jest fantastyczne, że można bez problemu podyskutować na różne tematy, zadać pytanie, na które odpowiedź nie zawsze jest oczywista czy podzielić się swoimi przemyśleniami. Nie ma bowiem sensu wyważać otwartych drzwi i skoro na 90% ktoś przed nami zmagał się z podobnymi problemami, warto skorzystać z tej wiedzy.

Problem w tym, że coraz mniej ludzi, zwłaszcza młodych i bardzo młodych (patrząc na profile czy zdjęcia), zadaje sobie trud SZUKANIA, zastępując je wyłącznie PYTANIEM. Przykłady? Dwa pierwsze z brzegu. Pierwszy z grupy producentów muzycznych. Pojawia się pytanie "czy programu LMMS [DAW - przyp. moje] można używać komercyjnie? niech ktoś wklei link do darmowej wersji BandLab Cakewalk". Drugi przykład z grupy grafików - czy ktoś może wkleić link do instalatora Affinity Designera?

Oba pytania o linki są typowym objawem lenistwa - komuś nie chce się nawet wejść do wyszukiwarki, by wpisać dwa, trzy słowa i przejrzeć wyniki (wystarczy zwykle dwa, trzy pierwsze). W pierwszym przypadku padło jeszcze dodatkowo pytanie o możliwość wykorzystania komercyjnego - czyli wystarczy przejrzeć licencję danego programu. Zgoda, że czytanie licencji nie jest zwykle zadaniem trywialnym, dlatego warto zajrzeć do sekcji FAQ (najczęściej zadawanych pytań), które praktycznie każdy producent zawiera na swojej stronie - a pytanie o komercyjne wykorzystanie darmowego programu jest zwykle jednym z częściej zadawanym.

I tak to później leci - wartościowe pytania czy zagadnienia toną w morzu pytań trywialnych, na które odpowiedzi można znaleźć błyskawicznie (a czasem wręcz wystarczy zwyczajnie się zastanowić - np. na jednej z grup graficznych użytkownik miał problem z otwieraniem pliku PDF, ponieważ nie miał wymaganych czcionek - zadał więc pytanie, czy przy otwieraniu program nie mógłby zastępować brakujących czcionek krzywymi; nie przyszło mu jednak do głowy, że żeby coś zamienić na krzywe, trzeba najpierw "wiedzieć", jak to coś wygląda, a skąd program ma to "wiedzieć", skoro nie ma czcionek?)

Nie piszę tego bynajmniej dlatego, że uważam się za alfę i omegę oraz sam nigdy nie zadałem tego typu pytania - oczywiście, że się zdarzało. Jednak obecnie robi się z tego niemal plaga, a co gorsza, nie można nawet zwrócić uwagi takiemu delikwentowi, którego wyszukiwarka przerasta, bo zaraz jest obraza, wyzywanie i wszystko to, co sprawia w dzisiejszych czasach, że lepiej swoje zdanie pozostawić dla siebie... I to jest właśnie przerażające...

8 komentarzy:

  1. Lenistwo fizyczne i umysłowe. Niezdolność wyciągania wniosków i łączenia różnych zjawisk, analogii itp. Coś w stylu: A jest zielone, B jest zielone. C jest takie samo, jak A i B, to jakie jest? I na takie pytanie nie potrafią odpowiedzieć.
    Poza tym postawa roszczeniowa. I każda krytyka jest odbierana jako atak i obraza.
    Owszem, to uogólnienia, ale tego jest coraz więcej.
    Skąd się biorą ziemniaki? Ze sklepu. Tzw. wiedza ogólna jest na poziomie bardzo niskim. A po co mi to? Przecież można sprawdzić w internecie.
    Ta wizja jest coraz straszniejsza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, z tym "można przecież sprawdzić" też się spotkałem, a najgorsze jest to, że to zdanie nic za sobą nie niesie, bo sprawdzić też się nie potrafi... :( I potem mamy płaskoziemców, antyszczepionkowców (nie tych od covida, ale ogólnie negujących szczepienia jako takie), wrogów Sorosa i widzących w każdym myślącym inaczej wroga (nie-pozdrawiamy polityków)...

      Usuń
  2. "czy przy otwieraniu program nie mógłby zastępować brakujących czcionek krzywymi"
    Twoja odpowiedź jest niestety błędna. Plik *.pdf zawiera w sobie użyte fonty, a właściwie tylko wykorzystane w nim litery. Dlatego istnieje możliwość zastępowania fontu jago krzywą lub obrazem jak to czyni choćby Photoshop.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak, jeśli przy eksporcie kazaliśmy zachować czcionki w pliku pdf. Problem jest taki, że jeśli tych czcionek nie ma (bo ich nie wrzucono do PDFa przy eksporcie), nie ma ich też w systemie, to nijak nie da się ich z niczego odtworzyć.

      Usuń
  3. Niezupełnie. Jeżeli przy eksporcie pdf nie dołączymy użytego fontu to albo zamieni na krzywe albo zapisze tylko istniejące w dokumencie litery. Proszę sprawdzić w Ps. ZAWSZE jest w stanie odzwierciedlić kształt kroju liter. Jeżeli nie byłoby tej informacji również pdf nie mógłby się wyświetlić prawidłowo.
    A w ogóle to plik pdf zawiera bardzo dużo najdziwniejszych informacji. Dzięki temu np. Program Affinity Publisher importując pdf z InDesign jest w stanie odtworzyć całą (no, prawie zawsze) strukturę oryginalnego pliku. Tylko oczywiście trzeba mieć fonty do edycji. Chyba, że umieszcza się pdf jako obiekt nie podlegający edycji, wtedy fonty nie są potrzebne. Takie tam niuanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, tak nie jest. Można zapisać PDF zupełnie bez czcionek - mogę nawet udostępnić plik, którego nijak i niczym nie da się otworzyć tak, żeby napis w nim umieszczony wyglądał jak u mnie w oryginale. Owszem, zwykle domyślnie stosuje się albo rasteryzację, albo zamianę na krzywe, albo osadzanie tylko używanych znaków. Ale przy publikacjach, gdzie priorytetem jest minimalny rozmiar, można z tego zrezygnować i zapisać tylko nazwy czcionek - wtedy jeśli są one w systemie, to są wyświetlanie, a jeśli nie - to nie. Inaczej opisywana osoba nie miałaby problemu z wyświetleniem dokumentu, gdyby miał on albo obraz krzywych, albo chociażby wykorzystywane znaki. Takie tam niuanse ;)

      Usuń
    2. Z tym się całkowicie zgadzam. Można tak zrobić ale wtedy nie istnieje problem kroju pisma.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia. Dobra robota

      Usuń
    3. No właśnie tego dotyczył problem, że ktoś z takiego pdf chciał mieć wygenerowany tekst oryginalnym krojem - czego się nijak nie da dokonać. Bo w innym przypadku nie ma problemu i chociaż dokumentu zwykle się nie da edytować (jeśli nie osadzono pełnych czcionek), to przynajmniej wygląda on "normalnie".
      Również pozdrawiam serdecznie!

      Usuń