środa, 20 stycznia 2021

[K] Corel Painter 2020

Painter jest ostatnim już programem od kanadyjskiego producenta, który mam w arsenale. A i tego by nie było, gdyby nie okazał się najlepszym programem do malowania i szkicowania, jaki posiadam - aczkolwiek i tak częściej używam Clip Studio Paint, ale to ze względu na komiksowy charakter prac. Szerszy opis Paintera już zamieszczałem, więc tu tylko krótko o nowościach, które zawitały do mnie wraz z wersją 2020.

Szybko, szybko!

Szybkość pracy i wykorzystanie wspomagania karty graficznej to główne elementy, którymi chwalił się Corel po debiucie wersji 2020. I chwalił się zupełnie słusznie, bo rzeczywiście, program działa nad wyraz sprawnie. Chociaż nacisk (w reklamach) położono głównie na wsparcie pędzli (technologia nazywana brush accelerator), to mnie najbardziej podoba się przesuwanie i skalowanie, odbywające się obecnie szybko i... jakoś tak przyjemnie.

Ale i przyspieszenie pędzli też należy docenić - nie ma już w zasadzie problemu z szybkim szkicowaniem. W poprzedniej wersji kreskowanie często kończyło się tym, że program nie nadążał za ręką rysownika, w efekcie dając efekt linii pojawiających się ze sporym niekiedy opóźnieniem. Tutaj nie zaobserwowałem podobnej wady - nawet błyskawiczne ruchy wirtualnego ołówka były natychmiast uwieczniane i pokazywane, komfort pracy zatem wzrósł znacznie.

Niestety, nie wszystkie pędzle otrzymały wsparcie sprzętowe - chociaż Corel niespecjalnie tym się akurat chwalił, jednak szydło wyszło z worka przy okazji debiutu wersji 2021, która (nie zgadniecie) wspiera dwa razy więcej pędzli niż poprzedniczka (czyli też jeszcze nie wszystkie). Dla moich potrzeb jednak najważniejsze, że błyskawicznie działają ołówek i tusz, moje ulubione narzędzia. Ktoś może się dziwić, po co mi tak potężna aplikacja, jak Painter, skoro i tak najchętniej używam ołówka i tuszu. Czy nie lepiej użyć tradycyjnych narzędzi i papieru? Być może, jednak w moim przypadku za cyfrowym środowiskiem (tak jak w przypadku muzyki) głosuje przede wszystkim wygoda. Długi czas rysowałem i malowałem tradycyjnie, na płótnie i papierze, więc wiem, z czym to się wiąże. Koszty to tylko jedna strona medalu (a wierzcie mi, blok porządnego papieru do akwareli kosztuje niemało, zresztą tubka porządnych akwareli (1 kolor!) również). Do tego dochodzi organizowanie miejsca, sprzątanie, mycie przyborów, utrwalanie pracy np. fiksatywą oraz... przechowywanie. Do tej pory mam całkiem spory zbiór teczek z rysunkami, zajmujący miejsce na strychu (bo wyrzucić żal, a pokazywać wstyd).

Czy coś jeszcze?

Z praktycznych rzeczy nie ma chyba w wersji 2020 nic więcej do omawiania, a przynajmniej mi się nic więcej użytkowo nie rzuciło w oczy. Trochę lepiej wykonano "wybierałkę" narzędzi i tyle. Ciągle za to straszą takie typowo corelowe, stare rozwiązania, jak np. okno tworzenia nowego dokumentu - można zdefiniowane parametry nazwać sobie i zapisać jako preset. Super. Ale kiedy np. po jakimś czasie zdecydujemy, że jednak nasz dokument powinien mieć tych 200 pikseli więcej w poziomie, to już opcji aktualizacji presetu brak. Dodanie nowego o tej samej nazwie też nie oferuje opcji zastąpienia. Jedyne wyjście to usunięcie starego i zapisanie nowego pod tą samą nazwą. Takie zaszłości znajdują się jeszcze tu i tam, a sam program - w porównaniu np. z Affinity Designerem - wygląda mało nowocześnie (praktycznie nie ma różnic w porównaniu do wersji 2019). Myślę, że programiści z Corela mogliby się skupić na tym aspekcie zamiast dodawać (w wersji 2021) jakieś algorytmy sztucznej inteligencji...

Czy warto zmieniać na 2020?

Moim zdaniem warto - program przyspieszył znacząco, pracuje się w nim naprawdę przyjemnie, zaś na problemy się do tej pory nie natknąłem (ale i też nie tworzę jakichś ogromnych, wielowarstwowych dokumentów). Ot, solidna aktualizacja i jeśli macie gdzieś możliwość taniego zakupu (ja wyrwałem okazję za 20 dolarów razem z kilkunastoma bibliotekami pędzli!), nie wahajcie się. Chyba że od razu będzie to wersja 2021 - zakładam, że też warto.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza