sobota, 11 kwietnia 2015

[E] Makrochwyty

Makro zaczyna znów mnie wciągać. A że większość sprzętu już mam nagromadzone przez te pięć lat (już niedługo sześć), więc teraz postanowiłem nieco ulepszyć sprawy okołofotograficzne. Czyli zamiast przejmować się obiektywem czy konwerterami, przyjrzałem się "gadżetom" pomocniczym. Po nabyciu małej, podręcznej blendy zaczęło mi brakować uchwytów do stabilizowania drgających na wietrze gałązek czy liści. Sprawa wydaje się prosta: mocujemy uchwyt do stabilnego statywu, a drugim końcem do gałązki i w efekcie gałązka przestaje się trząść. Niczego takiego nie znalazłem w sklepach (poza solidnym uchwytem z dwoma łapami, który mam od dwóch lat i którego siła ścisku nie tylko miażdży delikatne gałęzie, ale potrafi nieźle przyszczypnąć skórę). Pozostało pogłówkować i zrobić coś samodzielnie.

Pomysły

Pomyślałem, że najlepszym materiałem na giętkie ramię byłoby coś w rodzaju cienkiej "gęsiej szyjki" (fachowa nazwa: peszel, gdyby ktoś szukał). Niestety, na rynku brak łatwego dostepu do tego typu materiału, zwłaszcza w ilościach rzędu pół metra czy metr. Wypróbowałem w zamian gruby przewód elektryczny (taki żółto-zielony), ale wykazywał duże właściwości sprężynujące, które mogą mocno przeszkadzać w eksploatacji (chociaż i jego wypróbuję). "Gęsia szyjka" chodziła za mną i chodziła, aż w końcu znalazłem wyjście. Na znanym wszystkim portalu aukcyjnym można tanio (4zł/sztuka) kupić... lampki USB do laptopów. Lampka taka (stosując terminologię wojskową) składa się z: wtyku USB, 30cm peszla i lampki właściwej. Zamówiłem od razu pięć i po pewnych przygodach związanych z niezbyt słownym kupcem odebrałem paczkę.

Oczywiście sam peszel to tylko połowa sukcesu. Trzeba było jeszcze wykombinować, jak zrobić "łapki". Początkowo zakupiłem najmniejsze dostępne w marketach budowlanych chwytaki, ale - choć małe - i tak miały dość dużą siłę ścisku. Potem wpadłem na trop stosowanych w elektronice "krokodylków". Wizyta w składzie elektrotechnicznym skończyła się zakupem kilku sztuk (po 80gr jedna).

To na razie tyle, choć pojawił się jeszcze jeden pomysł, lecz o nim kilka słów później.

Zaczynamy

Do swoich prac potrzebowałem:

  • lampki USB
  • krokodylków i chwytaków
  • rurek termokurczliwych (nie ma na zdjęciu)
  • kombinerek
  • nożyc do metalu/drutu
  • zapalniczki

Zaczynamy od obcięcia nożycami lampki i wtyku USB, aby uzyskać sam peszel:

Zachęcam gorąco do użycia nożyc do metalu/drutu, bo stosowany nawet w tak cienkim peszlu drut był tak mocny, że przecinakiem w kombinerkach nie mogłem zrobić w nim nawet wgłębienia.

Teraz zdejmujemy z krokodylka nasadkę z tworzywa sztucznego, a na peszel zakładamy odcinek rurki termokurczliwej długości 3-4cm. Rurkę dobieramy tak, by miała średnicę tylko odrobinę większą niż peszel. Teraz wystarczy mocno nacisnąć końcówkę krokodylka na peszel i po zakryciu połączenia rurką skurczyć ją zapalniczką. Po wykonaniu powyższych kroków powtarzamy je także z drugiego końca, uzyskując uchwyt zbliżony do poniższego:

Wariant drugi

Przydałoby się jednak mieć po jednej ze stron chwytak nieco większy niż krokodylek. W drugim uchwycie zastosowałem "łapę" z marketu budowlanego:

Wariant powietrze-ziemia

Wariant specjalny wynika z przemyśleń, że jednak mocowanie uchwytu do statywu może nie być najszczęśliwszym pomysłem. Statyw oczywiście musi być stabilny, jednak zdarza się go mimo wszystko potrącić lub nieco przemieścić. Chwycona roślina wpadnie wówczas w trudne do uspokojenia drgania. Coż pozostaje?

Ziemia. Gdyby uchwyt przymocować do ziemi? Od pomysłu do przemysłu - wyprawa do marketu zaowocowała zakupem wielkiego gwoździa (30cm długości!) oraz dwóch złączek do węży ogrodowych i jednego złącza antenowego:

Z pokazanych powyżej gumowych podkładek ostatecznie zrezygnowałem - okazały się niepotrzebne.

Jeden koniec uchwytu przygotowujemy jak wyżej, tzn. mocujemy tam krokodylka. Uwagi będzie wymagała druga strona. Aby jakoś umocować peszel w złączce od węża, postanowiłem nakręcić złącze antenowe (ma gwint wewnętrzny), które blokuje się o kołnierz złączki.

Dokręcenie drugiej części złączki (tej, przez którą przechodzi gwóźdź) tworzy w miarę sztywne i pewne połączenie.

Dlaczego tyle kombinowania? Zależało mi na łatwej demontowalności uchwytu, który jest już całkiem duży. Raz, że przyda się to przy transporcie, a dwa - gwóźdź po paru wsadzeniach w ziemię zacznie rdzewieć. Chodzi o możliwość łatwiej wymiany na nowy (kupowany na wagę ten 30cm gwóźdź kosztuje około 1zł).

Jako że chciałem nieco wydłużyć ten konkretny uchwyt, połączyłem dwa peszle razem za pomocą rurki (tak, ja wiem, że rurki są do uszczelniania połączenia, a nie do łączenia, ale tu brakło mi lepszych pomysłów).

Praktyka

Dochodzimy do największej bolączki pokazanych uchwytów - na razie nie zostały jeszcze sprawdzone w praktyce, bo wypadów makro jak na lekarstwo. Jak tylko będzie wiadomo, co i jak, postaram się dopisać tu stosowny aneks. Tymczasem popatrzmy, jak te trzy uchwyty ładnie wyglądają tuż po wykonaniu, zanim ich los zweryfikuje życie:

4 komentarze:

AnikaIC pisze...

Bardzo ciekawy pomysł i oryginalne wykonanie.
Koniecznie dołącz zdjęcia przedstawiające chwytaki zamocowane na gałązkach. Ciekawe czy i jak się sprawdzą. Życzę powodzenia :-)

Grażyna pisze...

Rozumiem, że oglądałeś programy pana Słodowego... :)))
Pozdrawiam :)

Ladaco pisze...

@AnikaIC - nie omieszkam wypróbować każdego z uchwytów w praktyce. Ale nie wiem też, kiedy nadarzy się okazja, bo póki co roślinki jeszcze w powijakach, a mnie się nie chce trafić makro-okazja ;)

Ladaco pisze...

@Grażyna - a wiesz, że oglądałem jako mały chłopiec i bardzo, bardzo mi się jego programy podobały. Później miałem też kultową książkę "Zrób to sam", tylko a to brakowało materiałów, a to narzędzi... :)