niedziela, 5 stycznia 2020

Czytanie na wyścigi

Nowy rok to nowe postanowienia (zmilczę, jak jest później z ich wypełnianiem). Jako człowiek pragmatyczny, znający swój słomiany zapał i brak wytrwałości, porzuciłem jakiekolwiek planowanie czegokolwiek "na nowy rok" już dawno temu. Jako że jednak inni wcale nie muszą iść tą samą ścieżką, z ciekawością czytam i dowiaduję się, co tam sobie ludzie postanawiają.

I właśnie przeczytałem kilka dni temu o inicjatywie "52 książki", która ma zrzeszać ludzi, deklarujących przeczytanie 52 książek w roku (przynajmniej 52!). Czyli - jedna tygodniowo. Idea jest szczytna - podnieśmy czytelnictwo w narodzie, skoro statystyki wskazują, że Polak czyta w ciągu roku co najwyżej jeden rozdział. Ale czy to naprawdę ma sens?

W kwestii "zmuszania się" do regularności jestem dość sceptyczny. Przechodziłem już przez "projekt 365", kiedy to postanowiłem robić przynajmniej jedno zdjęcie dziennie i je publikować. W efekcie powstało może kilka (kilkanaście?) dobrych fotografii i kilkaset takich sobie średniaków. Byle norma była.

I tak sobie myślę, że plan 52 książek rocznie ma sens chyba tylko wówczas, gdy książki sobie zaplanujemy od razu - bo wówczas możemy ułożyć jakąś sensowną listę. W przeciwnym razie będzie to czytanie czegokolwiek, co akurat wpadnie nam w ręce, byle tylko liczby się zgadzały, a nie jestem przekonany, czy wówczas cała akcja ma sens.

Tak nawiasem mówiąc, jestem ciekaw, czy potrafiłbym się ZMUSZAĆ do czytania, byle tylko nabić statystykę? Coś mi to za bardzo pachnie wspomnieniem czasów licealnych, gdy trzeba było lecieć z lekturami, bo matura za pasem. Ani z tego przyjemności, ani pożytku...

Swoją drogą, zgrubnie podliczyłem zeszłoroczny plon i wyszło mi ponad 60 pozycji (z czego kilkanaście Grishama, he, he). Czyli chyba nie jest źle?

2 komentarze:

  1. Któregoś roku brałam udział w takim wyzwaniu. Szło mi całkiem nieźle, ale pamiętam, że w grudniu musiałam nadrabiać zaległości, bo miałam braki. Mnie to zmotywowało do tego, żeby w ogóle czytać więcej. Ale drugi raz chyba bym się nie zdecydowała. Wybieram sobie mniejsze "wyzwania" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stwierdzam, że czytam tyle, ile czytam i w tej kwestii żadne dodatkowe wyzwania nie są mi potrzebne ;)

      Usuń