piątek, 19 lutego 2021

[K] Corel Painter 2021

Miesiąc temu opublikowałem test Paintera 2020, gdzie polecałem tę wersję jako wnoszącą całkiem sporo, przede wszystkim pod względem wydajności, do świata cyfrowych malarzy i rysowników. Skuszony pewnym artykułem, wychwalającym wersję 2021, postanowiłem sprawdzić wersję testową tego programu - zwłaszcza że można ją zainstalować równolegle z wersją 2020. Zwłaszcza że aktualizacja jest obecnie w cenie 99 dolarów - co wydaje się całkiem niezłą ofertą, choć mojej dwudziestodolarowej aktualizacji z HumbleBundle nie przebija. Tym razem jednak mówimy o najnowszej dostępnej wersji.

Wydajność krok naprzód

Poprzednik wysoko postawił poprzeczkę i faktycznie czuło się przeskok z wersji 2019 do 2020 (oczywiście pod warunkiem posiadania w miarę przyzwoitej karty graficznej). Tym razem producent wprowadził dalsze optymalizacje (mój komputer zebrał tym razem ponad 5000 punktów po teście wydajności), w tym zwiększona została liczba pędzli korzystających ze wsparcia sprzętowego.

Inne nowości

Dwie interesujące nowości to "grube pędzle" i klonowanie odcieni. "Grube pędzle" to takie, które zostawiają trójwymiarowy ślad (wydaje się, że farba "wystaje" z obrazka), jednak nie do końca wiedziałem, dlaczego Corel tak się chwali tą funkcją. W końcu nawet stary ArtRage 4 miał pędzle symulujące podobny efekt. Okazuje się, że sekret tkwi nie tyle w pędzlach (choć tu oczywiście także), ale w specjalnej warstwie, po której tymi pędzlami malujemy. Okazuje się bowiem, że można zmieniać grubość (a co za tym idzie, wygląd) farby już po namalowaniu. Czyli już po zakończeniu malowania możemy stwierdzić, że jednak faktura farby jest ciut za bardzo wyraźna - i wtedy specjalnym suwaczkiem regulujemy ostateczny wygląd.

Klonowanie odcieni ucieszy głównie te osoby, które "malują na niby". Nazywam w ten sposób klonowanie obrazu, robione ręcznie. W Painterze jest bowiem obecna funkcja, dzięki której wrzucamy sobie do programu zdjęcie, po czym specjalnymi pędzlami malujemy po tym zdjęciu, zmieniając je w obraz. Jest to nieco podobne do efektów uzyskiwanych przez Dynamic Auto Painter z tą różnicą, że tam pociągnięcia "pędzlem" robił program, co często wyglądało mało realistycznie - tutaj to my decydujemy, jak układają się pociągnięcia, więc da się sprawniej zasymulować prawdziwe malowanie. Nowo wprowadzone udoskonalenie pozwala nadawać powstającemu obrazowi nie tylko fakturę, ale i odcienie.

Wracając jeszcze do Dynamic Auto Paintera, Painter 2021 doczekał się podobnego mechanizmu. Wybieramy zdjęcie, wybieramy styl graficzny (np. pastele czy też szkic ołówkiem) i - uwaga! - Sztuczna Inteligencja maluje/rysuje za nas. Po szybkim przejrzeniu efektów stwierdzam jednak, że obecnie nie ma w tym nic specjalnego i z dwojga złego wolałbym pobawić się w klonowanie opisane wyżej niż korzystać z "sztucznej inteligencji".

Malowała sztuczna inteligencja...

Nowością jest także wprowadzone w tej wersji korzystanie z udogodnień MacOS i iOS - touchpada, piórka, touch bara i sidecara (czymkolwiek jest). Piszę o tym tylko z kronikarskiego obowiązku, bo ani nie używam sprzętu od Apple'a, ani nie starałem się więcej dowiedzieć.

Migracja?

Przyznam szczerze, że mam teraz zagwozdkę. Bo o ile migracja z 2019 do 2020 wydała mi się korzystna (promocyjna cena, przyrost wydajności), to już z przejściem od 2020 do 2021 tak prosto nie jest. No, niby jest troszkę szybciej (ale już się tego tak nie odczuwa), niby dodano "grube pędzle" i klonowanie odcieni - osoby chcące z tego korzystać na pewno będą zadowolone, podobnie jak użytkownicy sprzętu Apple'a. Ja nadal zbyt mało maluję w Painterze, by odczuć te zmiany - a kopiowanie obrazów przez kalkę jakoś niespecjalnie mnie kręci. Do szybkiego przygotowania ilustracji na potrzeby wpisów Dynamic Auto Painter wystarcza mi z nawiązką... Hm, może jednak poczekam, aż wyjdzie wersja 2022, a ja wtedy poszukam okazji na HumbleBundle?

0 komentarze:

Publikowanie komentarza