[K] Photolemur 3 - na co to komu?

Dla leni

Na rynku pojawił się nowy-stary gracz. Nowy, bo w nowej wersji z numerem 3, a stary - bo wcześniej była wersja 2, niewiele się w zasadzie od "trójki" różniąca. Cóż to za program?

Programiści (czy może marketingowcy?) doszli do wniosku, że ludziom nie chce się obrabiać zdjęć. Czy może inaczej: większość nie czuje specjalnie potrzeby nauczenia się tego, za to chętnie mieliby w kolekcji jakieś efektowne fotki do pokazania znajomym. Trzeba im zatem dostarczyć aplikację, która jednym kliknięciem zrobi czary-mary i gotowe!

Naturalnie, tego typu programów jest już całkiem sporo, a każda szanująca się przeglądarka grafiki ma też możliwość zastosowania "presetu auto", który zazwyczaj robi ze zdjęcia piękną, kolorową masakrę. No i tutaj Photolemur ma się wyróżnić zdecydowanie na plus. A niby dlaczego? No, hm...

Klucz: SI

Czyli Sztuczna Inteligencja, która wciska się wszędzie, gdyż jest nowoczesna i kojarzy się z wygodą. Niedługo okruszki chleba będą miały tytuł magistra i żal będzie je do kosza wyrzucać...

Podśmiechuję się, bo w większości wypadków owa "sztuczna inteligencja" to zwykły pic na wodę i fotomontaż. Opiera się zwykle na jakichś zauważonych prostych zależnościach lub stosunkowo prostej analizie (np. policzymy histogram, wyjdzie, że fotka za ciemna, to damy odpowiednią kompensację "do średniej" i gotowe!). Tu jednak troszeczkę tej sztucznej inteligencji chyba jednak siedzi, bo program dość sprawnie wykrywa niebo oraz (nieco mniej sprawnie) twarze i oczy. Niemniej, sama obróbka jest oparta na prostej zasadzie: więcej kontrastu i większe nasycenie - wtedy zdjęcie musi się podobać!

Jak to działa?

Program jest banalny w obsłudze i zupełnie się nie narzuca użytkownikowi. Otwieramy zdjęcie (np. w formacie jpg, ale i RAWy da się obrobić - przynajmniej z Fuji, bo innych chwilowo nie mam pod ręką), klikamy jeden z siedmiu "stylów" i... czekamy. Po dłuższej chwili możemy napawać oczy widokiem przerobionego zdjęcia, porównując je z oryginałem (program daje możliwość "przesuwania" podziału podglądu, żeby to efektowniej wyglądało). Jeśli efekt się podoba, eksportujemy zdjęcie w jednym z dostępnych formatów (m. in. jpg, psd, tiff), z możliwością skalowania (czego nie było w wersji 2). Jeśli efekt jest niezadowalający, próbujemy kolejny "styl", aż do skutku (albo zniechęcenia). Możemy specjalnym suwakiem złagodzić nakładaną obróbkę, zaś w przypadku obróbki twarzy włączyć czy wyłączyć specjalny algorytm poprawiający wygląd skóry i oczu (Photolemur sam rozpoznaje twarze i oczy - to też element SI). I to tyle.

Wprawdzie jest jeszcze "przetwarzanie wsadowe", czyli możemy kazać obrobić wg zadanego stylu całą grupę zdjęć, ale to w zasadzie wyczerpuje możliwości programu.

Tradycyjnie, czyli zady i walety

Zaletą programu jest, jak by to powiedzieć, umiar. Photolemur nie stosuje na potęgę podnoszenia mikrokontrastu, nie przesadza z kolorami (zazwyczaj) i dość ładnie wyostrza wynikowe fotografie, zapisywane z przeskalowaniem w dół (pomniejszane). Z reguły można uznać, że po przetworzeniu zdjęcie rzeczywiście prezentuje się "ładniej", czyli efektowniej - acz pytanie, czy nie są tu przekraczane granice dobrego smaku zależy już od użytkownika.

Wad - niestety - jest o wiele więcej. Po pierwsze i kluczowe - przetwarzanie RAWów trwa niemiłosiernie długo (u mnie ok. 30 sekund), a co gorsza, zmiana (np. wyłączenie obróbki oczu) powoduje "przeliczenie" wszystkiego od zera. Także eksport - mimo "przeliczonego" przecież już zdjęcia, które widzimy na ekranie - ponownie przeprowadza całą obróbkę.

W ogóle idea tej aplikacji jako osobnego programu do mnie nie przemawia - o wiele wygodniej jest go zainstalować jako wtyczkę do Photoshopa lub Lightrooma (jest nawet odpowiednie polecenie w samym Photolemurze). Ma się wtedy przynajmniej jakąś kontrolę nad przygotowaniem zdjęcia do obróbki - czyli np. wykadrowaniem, wyprostowaniem horyzontu itp., dodatkowo zaś w tej sytuacji RAWy są konwertowane na TIFFy, co znacznie skraca czas obróbki.

Poza korektą geometrii obiektywów nie ma tu w zasadzie nic. Porzućcie marzenia, żeby program sam wykrywał np. plamy na błękitnym niebie, będące wynikiem paprochów na matrycy czy zły balans bieli - na to lemurowa sztuczna inteligencja jest jeszcze zbyt mało inteligentna.

Program w wersji standalone przeznaczony jest chyba dla największych minimalistów (albo genialnych fotografów, którzy zawsze kadrują idealnie i zawsze poziomują aparat)

W zamyśle ciekawie miała się sprawdzać funkcja ulepszania portretów - wygładzanie skóry, obróbka oczu. I czasem rzeczywiście efekt jest całkiem fajny, ale zdecydowanie zbyt często aplikacja albo nie trafia z rozpoznaniem, albo przesadza np. z wybielaniem oczu.

Na koniec zwrócę uwagę na fakt, że liczbę "stylów" w Photolemurze można rozbudować - tyle tylko, że każdy kolejny styl to 15 euro, co moim zdaniem jest jednak pewną przesadą.

Czyli tak czy nie?

To w moim odczuciu program dla ludzi, którzy nie mają czasu i chęci na naukę obróbki zdjęć. Oni odpalą "Lemura", wrzucą do niego 200 zdjęć z wakacji, zaznaczą odpowiedni "styl" i po godzinie (dwóch? trzech?) mają materiał do pokazania rodzinie. Prosto i łatwo.

Ale równie dobrze można zainwestować w jakiś zestaw presetów do Lightrooma - ilościowo na pewno wyjdzie korzystniej, a i aplikowanie będzie wygodniejsze. A że presety nie mają wbudowanej SI?...

Komentarze