niedziela, 26 lipca 2020

Scena 38

Przyznam, że nie chciałem zbyt wiele zdradzać w tytule, ale tu już się muszę przyznać. Chodzi mi o filmik:

Dla fana "Gwiezdnych wojen", który jeszcze tego nie widział, film może stanowić pewien szok, zanim więc przejdę dalej, zachęcam do obejrzenia. Jest to alternatywna wersja walki Vadera z Obi Wanem tuż po tym, jak bohaterowie uratowali Leię z więzienia.

Od razu też napiszę, że ja odniosłem bardzo pozytywne wrażenia i od razu też wyjaśniam: to produkcja fanowska. To zrobili zwykli ludzie, dorabiając efekty specjalne na zwykłych komputerach. Nie był to producent mający miliardy dolarów, studia i całe zespoły odpowiedzialne za grafikę w filmach. I tak, aż trudno w to uwierzyć, prawda?

Widzę tutaj dwa pozytywy - pierwszy właśnie wymieniłem. Ludzie, którzy kochają "Gwiezdne wojny", potrafili wprowadzić do nich takie zmiany, które wyszły filmowi na lepsze (przynajmniej moim zdaniem). Nieśmiało podejrzewam też, że gdyby Disney zwyczajnie skorzystał z historii, które przez dziesięciolecia dopracowywali tacy właśnie fani, nowa trylogia byłaby DUŻO lepsza. Nie mówię, że jest zła, ale też do tej oryginalnej, "środkowej", traci wiele dystansu. Ten filmik pokazuje, że fani dobrze rozumieją, o co chodzi w uniwersum i potrafią być bardzo kreatywni.

Drugi pozytyw to sama scena. O jakości wykonania nie ma się nawet co rozpisywać, kto obejrzał wie, że wyszło znakomicie. Chodzi o rozmach, o choreografię walki, o to poczucie, że rzeczywiście walczą dwaj potężni wojownicy. To nie jest "pitu pitu" świecącymi kijkami, to jest brutalne starcie Vadera, który nadal trzyma w pamięci walkę z trzeciego epizodu (bardzo fajne nawiązanie w końcówce) ze starym Kenobim. Tutaj nie ma miejsca na Wersal, tutaj ciosy mają straszliwą moc, tutaj Vader wali Obi Wana na odlew i ciska nim o ścianę. Tutaj widać, że Obi Wan nie jest w stanie nic zrobić - doskonale pokazuje to scena, gdy to on próbuje cisnąć o ścianę Vaderem, ale ten utrzymuje się na nogach i - moglibyśmy się założyć - uśmiecha złowieszczo pod maską. I końcówka, gdy na tle chóru Vader-Anakin słyszy głosy z walki z "Zemsty Sithów", po której stał się hybrydą człowieka i maszyny.

Co najważniejsze, w tym filmiku wcale nie chodzi tylko o efektowne okładanie się mieczami - twórcy doskonale wpasowali swoją wizję w istniejący materiał, wykazując dużo szacunku dla materiału źródłowego. Tu ważne są emocje - widać wściekłość Vadera, widać bezradność, ale i spokój Kenobiego. Pełno też jest "smaczków", jak na przykład to, że Kenobi wyciąga swój miecz świetlny normalnie, sięgając ręką. Vader - jak to mają w zwyczaju przedstawiciele Ciemnej Strony - idzie "na skróty" i w czasie energicznego marszu po prostu używa do tego Mocy, jak również kilkukrotnie posługuje się nią w trakcie walki. W trakcie walki w ciasnym korytarzu wściekłość wprost wylewa się z Vadera, gdy ten nie waha się użyć nawet zwykłych ciosów, byle tylko pognębić starego mistrza. Co ja zresztą będę dużo gadał - podczas oglądania całego "Skywalker - Odrodzenie" nie czułem ani razu wzruszenia czy strachu, tutaj gęsią skórkę miałem przynajmniej dwa razy! A film ma sześć minut!

No dobra, trochę wyszło fanbojstwo, przyznaję. Filmik strasznie mi się spodobał, a że jesteśmy z Perełką w trakcie oglądania całego cyklu, to tematy poszczególnych postaci mamy przewałkowane na wszystkie możliwe sposoby. I wcale się nie dziwię, że Vader jest ulubioną postacią córki - ona mu po prostu współczuje. Tego, że dla Padme stał się, kim się stał. Że całe życie służył Imperatorowi. I że prawie zabił syna. Ale - jak to Perełka powtarza za Lukiem - tak naprawdę w środku pozostał dobry...

0 komentarze:

Publikowanie komentarza