czwartek, 16 lipca 2020

[O] Arkady Fiedler - Dywizjon 303

Wypożyczyłem całkiem niedawno z biblioteki "Dywizjon 303" Arkadego Fiedlera, głównie z myślą o tym, żeby przeczytać go jako audiobooka. Pamiętam z czasów szkoły, jak piorunujące wrażenie robiły na mnie opisy dokonań polskich pilotów, broniących Anglii w 1940 roku, więc nic dziwnego, że myśl o ponownej lekturze była dla mnie atrakcyjna. Zwłaszcza że przecież do "Wyspy Robinsona" także wracałem po latach z nieukrywaną przyjemnością.

I tym razem też się nie zawiodłem. Czytałem z wypiekami na twarzy. Tylko że... lektury starczyło na jedno popołudnie!... Strasznie krótki ten "Dywizjon". Patrząc zdroworozsądkowo, to faktycznie, przecież opisuje on bardzo krótki horyzont czasowy, lato 1940 roku. Ale co z tego, jeśli chciałoby się więcej i więcej! Szkoda - pozostałem ze sporym niedosytem.

Inna sprawa, że obecnie inaczej odbieram całą tę książkę. W szkole nie miałem wiedzy o politycznych kulisach całości (a i nauczycielka nie kwapiła się wyjaśnić zachowanie brytyjskiego i polskiego (!) rządu w stosunku do pilotów, którzy tyle razy narażali zdrowie i życie w walkach o Anglię). Tym wyraźniej widać teraz rozdźwięk między ogólnie entuzjastycznym nastrojem utworu, choć zaprawionym niekiedy goryczą, a tym, co sam autor opisał we wstępie do XVI wydania z 1974 roku (nawet nie pamiętam, czy ten wstęp był w wydaniu czytanym przeze mnie w szkole - za to pamiętam na pewno, że go nie czytałem, bo kto by tam czytał jakieś wstępy!).

Książkę oczywiście polecam uwadze współczesnym czytelnikom, choć zapewne młode pokolenie, wychowane na Avengersach czy Supermanie, może mieć problem w docenieniu maestrii polskich lotników w nierównej walce z hitlerowskimi nalotami na Wyspy. Fiedler nie zawodzi, czyta się go wyśmienicie.

Audiobooka jednak nie będzie, przynajmniej na razie. Cały czas zastanawiałem się, jak miałbym czytać coś, co jest tak naprawdę reportażem i póki co, nie znalazłem recepty. A nie chcę takiego materiału po prostu wydeklamować przed mikrofonem - to zasługuje na coś więcej.

2 komentarze:

  1. "Wyspa Robinsona" naprawdę mi się podobała, co mnie nawet zdziwiło. "Dywizjonu" nigdy nie czytałam i nie wiem, czy to lektura dla mnie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ciekawy jestem, jak byś to odebrała. Bo jednak jest tutaj sporo militarnych klimatów, które są Ci chyba odległe ideowo ;)

      Usuń