sobota, 18 lipca 2020

[O] DaVinci Resolve Studio 16

Resolve 16 jest świetnym programem do montażu wideo, do tego dostępnym za darmo. Można się więc zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jest haczyk? Mam tutaj porównanie do Vegasa, a raczej Magix Movie Edit, który wiele lat temu kupiłem do edycji filmików, a który okazał się tak pełny ograniczeń, że w końcu zmieniłem go na Vegasa Pro (wiem, że wówczas najbardziej zirytowała mnie niemożliwość przyspieszenia filmu więcej niż dwukrotnie). W Resolvie jednak - wydaje się - większych ograniczeń nie ma, więc po co w ogóle myśleć o wersji komercyjnej?

Haczyk

Wszystko dlatego, że różnice między wersją darmową a komercyjną zostały tu bardzo sprytnie przemyślane. Bo że są, to oczywiste. Inaczej nikt by nie kupił wersji komercyjnej. Wspomniany haczyk tkwi w tym, by uzależnić użytkownika. W moim przypadku wyglądało to wręcz modelowo: szukałem programu do montażu wideo, więc zacząłem przeglądać rankingi i opisy. Niemal wszędzie oprócz "przemysłowego standardu", jakim jest Adobe Premiere z pakietem After Effect pojawiał się jego główny konkurent, czyli Resolve 16. YouTube wręcz pęka w szwach od porównań obu aplikacji i dramatycznych opisów migracji z abonamentu Adobe do wolnego od opłat świata potężnego Resolve'a. Zainstalowałem, obejrzałem parę tutoriali, zrobiłem parę własnych filmików i połknąłem bakcyla. Zacząłem się uczyć, jak robić poszczególne rzeczy, jak tworzyć własne efekty w module Fusion, jak kolorować materiał i tak dalej, i tak dalej. Program jest świetny, naprawdę, i bez żalu porzuciłem Vegasa. W tym jednak miejscu pojawia się - nareszcie? - pewne ALE.

Różnice, których nie ma

Bo to jest tak, że w darmowym Resolvie DA SIĘ pracować. Jeśli ktoś ma dość samozaparcia i cierpliwości, to da radę i będzie mógł zrobić całkiem niezłe filmiki (nie podaję swoich za przykład, bo akurat moim sporo brakuje do miana "niezłych"). Tyle tylko, że po pewnym czasie zaczynają się "chciejstwa". Chciałoby się, na przykład, żeby proste przewijanie timeline'a działało płynnie. Żeby podgląd z nałożonymi efektami się nie zacinał. Żeby rendering filmu działał sprawniej. Chciałoby się móc korzystać z usuwania przeplotu. Z płynnego generowania dodatkowych klatek przy spowolnionym materiale. Z korekcji twarzy i usuwania śledzonych przedmiotów. Z efektu "psucia obrazu". Pewnie też niektórzy chcieliby montować filmy w rozdzielczości większej niż 4K. A to już, mocium panie, dopiero w wersji komercyjnej.

Kluczem do wszystkiego jest wsparcie dla przetwarzania przez kartę graficzną (GPU). W wersji darmowej korzystanie z GPU jest sporadyczne, większość rzeczy "liczy" procesor, przez co mamy zaciachy, spowolnienia, brak płynności. W wersji komercyjnej program wyraźnie przyspiesza, a dodatkowo czasy renderingu spadają i to znacząco. Zwłaszcza jeśli mamy kartę graficzną od nVidii, z przynajmniej 4GB pamięci.

Sam program zaczyna więc działać dużo sprawniej, ale i pojawia się możliwość skorzystania z opisanych efektów - przyznam, że mnie najbardziej przydała się możliwość usuwania przeplotu, bo w filmiku o szyciu torby "Gramy na gazie" materiał z jednej z kamer był bardzo "dotknięty" przeplotem, przez co wiele z fragmentów z tejże kamery musiałem po prostu pominąć.

Od strony interfejsu użytkownika praktycznie nie ma różnic między wersjami - stąd brak zrzutów ekranowych. To, co widać podczas pracy programu, to jedynie brak "znaku wodnego", nakładanego przez efekty zarezerwowane dla wersji Studio.

Warto, nie warto?

Oprócz lepszej pracy programu, wykorzystania GPU, pełnej puli efektów, wraz z komercyjną licencją otrzymujemy jeszcze dwie rzeczy: darmowe wsparcie od twórców programu (a nie jedynie społeczności na forum) oraz... darmowe aktualizacje do przyszłych nowych wersji. To ostatnie - przyznaję - to bardzo fajna, ale i rzadko stosowana opcja (jedyny taki przypadek, jaki znam, to FL Studio od ImageLine) i na pewno trzeba ją docenić.

Jeśli ktoś poważnie (albo choćby po prostu często) zajmuje się montażem, a dodatkowo ma już w komputerze dobrą kartę graficzną, to z pewnością doceni zakup wersji Studio. Komfort pracy zauważalnie wzrośnie, a dodatkowo dostaniemy dostęp do sporej liczby efektów, nieosiągalnych w wersji darmowej.

Jeśli natomiast ktoś dobrej karty graficznej jeszcze nie ma, to chociaż zakup Resolve Studio nie od razu przyniesie korzyści, to jednak powinien być pierwszym krokiem - drugim będzie zakup karty. Odwrotna kolejność - najpierw karta, potem Studio - nie ma sensu, bo darmowa wersja i tak nie zrobi użytku z nowego sprzętu.

Czyli podsumowanie jest takie: Blackmagic nie oszukuje i nie wciska wybrakowanego produktu - wersja darmowa z pewnością jest pełnoprawnym narzędziem, z którego da się wycisnąć wiele, bez ograniczeń na długość filmu czy dodawania znaku wodnego (z wyjątkiem efektów zarezerwowanych dla wersji Studio). Można więc spokojnie korzystać, uczyć się, a jak już okaże się, że coraz bardziej zależy nam na szybkości i wygodzie, wtedy wysupłujemy ciężko zarobione pieniądze i cieszymy się wersją komercyjną. Moim zdaniem to dobry układ.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza