sobota, 3 listopada 2018

[K] Forza Horizon 4 - wirtualne samochody

Z reguły nie gram w gry komputerowe zbyt często, ale czasem tak mnie najdzie ochota, że posiedzę parę dni nad jednym tytułem (chociaż wciąż z tyłu głowy krąży myśl, że przecież mógłbym ten czas spożytkować lepiej). Tym razem padło na... wyścigi, czyli tytuł Forza Horizon 4.

Dawniej to było!...

Pasjami lubię komputerowe samochodówki - nie będę może zbytnio zgłębiał historii, ale są trzy tytuły, w których jeżdżenie sprawiało mi bardzo dużo radości. Po pierwsze, Need for Speed 3, w której spędziłem mnóstwo godzin, rywalizując z komputerem oraz kuzynem Rafałem (pozdrawiam!). Znałem na pamięć wszystkie trasy wraz ze skrótami, potrafiłem przejeżdżać je bezbłędnie i można powiedzieć, że tę grę poznałem "na wylot". Do dzisiaj żałuję, że nie da się jej uruchomić na współczesnych komputerach.

Drugi tytuł jest, hm, zbiorczy, bo chodzi o całą serię Grand Theft Auto, poczynając od "trójki", na "San Andreas" kończąc. W "czwórce nie jeździło mi się już tak dobrze.

Trzeci to mój kochany Test Drive Unlimited, z olbrzymią wyspą, całą masą świetnych samochodów i wolnością: można było zwiedzać, ścigać się, wykonywać różne misje, kupować domy itd. Grafika oszałamiała, model jazdy był - jak dla mnie - idealnie wyważony między symulacją a zręcznościówką.

Forza

Seria Forza ma dwie równległe linie: wyścigową Motorsport (jazda po torach) i... "przyjemnościową" Horizon, gdzie też się można pościgać, ale też da się pojeździć po otwartym świecie.

Tym razem padło właśnie na tę drugą serię - to coś w rodzaju Test Drive Unlimited. Mamy do dyspozycji spory obszar, po którym możemy sobie dowolnie jeździć, zwiedzać, odszukiwać poukrywane elementy itp. Są też dostępne różne wyzwania, np. wyścigi czy zadania kaskaderskie. W nich zbieramy punkty, dzięki którym awansujemy i dostajemy dostęp do nowych trybów rozgrywki, nowych domów, nowych samochodów, malowań itp.

Grafika - wiadomo!

W grach samochodowych liczy się dla mnie przyjemność z jeżdżenia, a wiąże się ona m. in. z grafiką i łatwością sterowania. Grafika w Horizon jest rewelacyjna, nawet na średnich ustawieniach, które są odpowiednie dla mojego wysłużonego PeCeta. Zresztą, popatrzcie na kilka screenów:

Samochody są wymodelowane bardzo, bardzo dobrze, a dostępne widoki obejmują nie tylko widoki z zewnątrz, z maski czy ze zderzaka, ale też dwa widoki z wnętrza kabiny (z kierownicą i bez niej). Większość elementów otoczenia da się rozjechać, z wyjątkiem budynków, dużych drzew czy niektórych murków. Czasem więc, dla oszczędzenia czasu, da się gnać na przełaj przez lasy i pola, zamiast ściśle trzymać się asfaltowej czy szutrowej nawierzchni.

Samochód da się wizualnie zepsuć (brudzi się i gubi niektóre elementy, ale i tak one "odrastają"), ale zasadniczo nawet upadek z kilkunastu metrów nie przerywa jazdy, nie wspominając o "dzwonach" z betonem, drzewami czy innymi samochodami. Dajemy "wsteczny", omijamy przeszkodę i gnamy dalej, podziwiając widoczki (a naprawdę jest co podziwiać).

Sterowanie

Druga rzecz, czyli sterowanie, jest mocno zręcznościowe (przynajmniej w domyślnych ustawieniach) i jeździ się dzięki temu bardzo miło, choć wypadałoby podpiąć do komputera choćby pada. Klawiaturą też się da wprawdzie sterować, ale nie daje ona takiego wyczucia jak analogowe pady czy - zapewne - kierownica.

Napisałem "zapewne", choć mógłbym w sumie znieść ze strychu G25, czyli moją ulubioną kierownicę, ale po raz kolejny stwierdzam, że to za duży kłopot - rozstawiać to wszystko, przykręcać, konfigurować, by pojeździć godzinkę dziennie? Zwyczajnie się nie chce.

Wracając jeszcze do jazdy, Horizon nasunął mi wspomnienie Need for Speed: Most Wanted (to stare), chociaż tutaj nie można narazić się policji, a samo środowisko jest dużo bardziej zniszczalne niż w produkcji Electronic Arts. Ale jeździ się podobnie i podobnie czasem irytują "niedzielni kierowcy", sterowani przez komputer.

Irytacja

Tak czy inaczej, nie wszystko mi się podoba. W porównaniu do Test Drive Unlimited, dużo mniej jest tutaj wyzwań "pozawyścigowych". A same wyścigi... no cóż, pod tym względem dużo przyjemniej jeździło mi się w Motorsport, chyba zwyczajnie bardziej odpowiada mi ściganie na torach, a nie po ulicach. Zwłaszcza jeśli ścigać się MUSISZ, bo MUSISZ ciułać punkciki, żeby odblokować kolejne pozycje. W TDU było to dużo mniej nachalne, tutaj na początku po prostu trzeba zaliczać wszystkie imprezy, bo zwyczajnie nie ma nic innego do roboty.

Multum innych rzeczy

Gra oferuje ogrom różnych typów wyścigów, przy czym można grać samemu, ze znajomymi czy w ogóle z "ludźmi z internetu" - ja akurat preferuję pierwszą opcję, więc nic więcej nie mogę tu dodać. Na dostępnej mapie są też poukrywane różnorodne "znajdźki" czy wyzwania (np. osiąganie maksymalnych prędkości), zaś punkty (a samych rodzajów punktów też jest parę typów) otrzymujemy za... wszystko: obrót w powietrzu, minięcie innego samochodu, poślizg, skok, ba, nawet za stłuczki i rozbijanie otoczenia. W sam raz dla osób, które uwielbiają być nagradzane za cokolwiek.

Oprócz jeżdżenia mamy też dostęp do opcji garażowych: możemy zmieniać samochody, przeprowadzać tuning, malować, naklejać, ulepszać, zmieniać napis na tablicy rejestracyjnej... Możemy nawet personalizować swoje wirtualne alter ego, np. przebierać koszulki. Mam dziwne wrażenie, że jest tu chyba wszystko, co się może kojarzyć z grą samochodową.

Gram, jeszcze gram

I tak sobie jeżdżę. Poza zwiedzaniem wciągnęły mnie wyzwania kaskaderskie i bicie rekordów pod czujnym okiem fotoradaru. Natomiast same wyścigi wciągnęły mnie bardzo słabo i zaliczam je o tyle, by popychać fabułę do przodu. Niektóre zaś z zawodów omijam szerokim łukiem (np. cross), bo zwyczajnie nie przypadły mi do gustu.

Słowo kończące jest jednak pozytywne, bo gra jest przeogromna i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jeździ się fajnie, obrazek cieszy oko, muzyka - takoż. Czego chcieć więcej?

Chyba tylko czasu.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza