piątek, 9 lutego 2018

[K] Vivaldi pisał opery

Pod ostatnim wpisem, dotyczącym przeglądarki Opera, znalazłem sugestię, żeby wypróbować program o wdzięcznej nazwie Vivaldi, który jest rozwijany przez byłego pracownika firmy, tworzącej "starą" Operę. Przyznam, że nie trzeba mnie namawiać do przeprowadzenia podobnych konfrontacji.

Zaciekawiony zainstalowałem (na razie tylko w pracy) Vivaldiego. Po uruchomieniu pierwsze wrażenie jest takie, że uruchomiłem... Operę. Podobieństwa obu przeglądarek są oczywiste - pionowe paski po lewej stronie, charakterystyczne czerwone ikonki z literami ("O" dla Opery, "V" dla Vivaldiego), możliwość łatwej zmiany na "ciemny layout", elegancki wygląd - nie sposób powiedzieć, gdzie jest to lepiej zrealizowane.

Różnice jednak są - na plus Opery zapisuję wbudowane blokowanie reklam, co w Vivaldim trzeba uzupełnić dodatkiem (na szczęście pasują wszelkie dodatki od Chrome'a, więc nie ma problemu). Z kolei plusem (dla mnie) Vivaldiego są zakładki w bocznym panelu, a nie osobnej karcie (choć można je otworzyć i w taki sposób).

Ciekawostką Vivaldiego jest zmiana layoutu w zależności od godziny - możemy włączyć funkcję, że w ciągu dnia (np. od siódmej rano do szóstej po południu) mamy włączoną jasną "skórkę", a w pozostałym czasie przeglądarka włącza "skórkę" ciemną (która mniej męczy oczy podczas pracy w ciemnym pomieszczeniu).

Zabrakło mi funkcji ze "starej" Opery, która pozwalała podpiąć własne style css i włączać je dla wybranych stron, co umożliwiało np. ukrycie wszelkich grafik czy animacji flash, zwiększenie wielkości czcionki czy włączenie kontrastowych kolorów. Myślałem, że będzie to i w Vivaldim, bo przed pobraniem przeczytałem na stronie producenta, że przeglądarka wspiera "schematy kolorów" i umożliwia dostosowanie się do konkretnych witryn. Okazało się jednak, że to jakiś automat, który sprawia, że np. logując się do Facebooka przeglądarka staje się lekko niebieska, na stronie RedHat trochę czerwona itp. Na szczęście można w ustawieniach mocno stonować nasycenie kolorów, więc nie przeszkadza to w pracy.

Z rzeczy przydatnych warto odnotować bardzo przydatny skrót - F2, który powoduje pokazanie menu szybkich poleceń, gdzie można rozpocząć wpisywanie dowolnej frazy, a Vivaldi przeszuka bieżące karty, zakładki i historię w poszukiwaniu tej frazy. Przydaje się też grupowanie kart (wystarczy przeciągnąć jedną kartę nad drugą) oraz zapisywanie aktualnego stanu kart - to ostatnie przydaje mi się w pracy, bo mogę w zależności od bieżącego projektu szybko przełączać się między kartami z konkretną dokumentacją oraz np. stronami testowymi i do rozliczania czasu pracy.

Ostatecznie zatrzymuję na razie Vivaldiego na dysku i będę go sobie sprawdzał. Podobają mi się zakładki w panelu bocznym i ogólnie dopracowany wygląd (jestem wzrokowcem, pamiętacie?). Na razie nie spotkałem się z żadnymi błędami i wszystko wydaje się działać prawidłowo. Czyżby nowa Opera miała tak szybko oddać pole?

UWAGA NA MARGINESIE: czytając sobie o Vivaldim, natknąłem się na informację o innej, alternatywnej wersji Opery, czyli Otter. W odróżnieniu od Vivaldiego, jest to projekt open source, w dodatku stworzony przez rodaka, Michała Dutkiewicza. Chwilowo "odpuszczę" sobie jednak testowanie tej przeglądarki - zwyczajnie mi się nie podoba (z wyglądu) - może to zasługa środowiska Qt, a może w ogóle jakiegoś linuksowego skrzywienia... Poza tym nie daje się (w odróżnieniu od Chrome'a, Opery i Vivaldiego) zainstalować bez posiadania uprawnień administracyjnych.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza