czwartek, 5 listopada 2020

[O] Return of the Obra Dinn

Współczesne gry nie ekscytują mnie tak, jak dawniej robiły to te starsze. Owszem, pogram sobie od czasu do czasu, ale z gier, które naprawdę mnie wciągnęły na dłużej kojarzę tylko Forzę Horizon sprzed dwóch lat i Euro Truck Simulator 2 sprzed roku, a tak naprawdę wiele godzin (60!) poświęciłem dawno już temu Wiedźminowi III (był to rok 2015). Owszem, ogrywam czasem drobiazgi w rodzaju Pilgrims czy The Supper, ale są to gry na godzinkę, czasem niecałą.

Do rzeczy!

Zmierzam do tego, że nie spodziewałem się bycia wciągniętym w fabułę. Bycia zauroczonym grafiką. Bycia ciekawym, co dalej. A to wszystko zapewnia właśnie Return of the Obra Dinn, gra Lucasa Pope'a, wydana jeszcze w 2018 roku.

Nie zdradzając za bardzo fabuły, w grze chodzi o przeprowadzenie śledztwa. Jako przedstawiciel towarzystwa ubezpieczeniowego East India Company, zostajemy oddelegowani do sprawdzenia, co stało się ze statkiem-widmo "Obra Dinn", który po pięciu latach powrócił, bez załogi, choć w rejs wyruszyło 60 osób. Do dyspozycji dostajemy specjalny zegarek "Memento Mortem", który potrafi pokazać nam sceny z momentu śmierci wybranych osób. Naszym zadaniem jest ustalenie losu załogi oraz pasażerów i wyświetlenie całej tajemnicy.

No i powiem Wam, że to wciąga. Dopływamy do statku, wspinamy się na burtę i zaczynamy oględziny. Znajdujemy jakiś szkielet i za pomocą zegarka cofamy się w czasie, żeby zobaczyć scenę, w której dwóch mężczyzn próbuje dopaść trzeciego, który wypala do nich z pistoletu. Wkrótce dowiadujemy się, że "ten trzeci" (kapitan, Robert Witterel), odpierał atak - ale co było powodem buntu? Czy to w ogóle był bunt? Od poszlaki do poszlaki dowiadujemy się coraz więcej, lecz - paradoksalnie - wiemy coraz mniej...

Fabuła fabułą, ale na odbiór gry bardzo znacząco wpływa jej oprawa. Autor postanowił ograniczyć się do grafiki monochromatycznej (i to w najbardziej klasycznym ujęciu - tutaj naprawdę są tylko dwa kolory!), do jednak nie przeszkadzało w opracowaniu bardzo sugestywnego środowiska 3D. Wszelkie elementy są odwzorowane bardzo realistycznie, rysunki wykonane nadzwyczaj starannie i aż trudno uwierzyć, że za wszystkim stoi jeden człowiek! Najwięcej czasu - jeśli wierzyć wspomnieniom Pope'a - zajęło opracowanie silnika graficznego, który musiał prezentować treści w specyficzny, a jednak czytelny sposób.

Swój udział w budowaniu klimatu mają też dialogi i muzyka - generalnie wszelkie widziane sceny są statyczne, a momenty, gdzie coś się dzieje i słyszymy dźwięki wydarzeń, są schowane za czarną planszą z napisami. Musimy zatem wytężać słuch i wyobraźnię, żeby domyślić się, czego jesteśmy świadkami. To genialny zabieg, który jeszcze bardziej wciąga nas w świat przedstawiony.

Zakończeń jest ponoć kilka i zależą one m. in. od liczby ustalonych faktów. Czyli im dokładniej zbadamy całą historię i dowiemy się, kim byli i jak zginęli obecni na statku ludzie, tym ściślejszą wiedzę na temat całej sytuacji posiądziemy. Tak czy inaczej warto oglądać wszystkie napotkane sceny, słuchać dialogów i... wracać do lektury prowadzonego "dziennika", gdzie wszelkie fakty są skrupulatnie odnotowywane.

Na zakończenie

Od strony technicznej uwag nie mam żadnych. Wszystko jest wykonane świetnie, żadnych usterek czy niedoróbek nie zauważyłem. Grafika - mimo teoretycznej słabości - jest świetna, nawigowanie bezproblemowe, a dialogowo-muzyczne wstawki świetnie budują nastrój. Na początku graliśmy razem z Siostrą Be i to było fantastyczne odczucie, kiedy można było obgadać losy poszczególnych osób i snuć głośne przemyślenia. Polecam granie z kimś. Później, kiedy już dokańczałem grę w samotności, nie było już tego fajnego uczucia, choć również grało się bardzo przyjemnie.

Cóż mogę powiedzieć - spędziłem przy tej grze przeszło dziewięć godzin, co jest sporym wynikiem dla mnie w dzisiejszych czasach. Szczerze polecam "Return of the Obra Dinn" każdemu, zwłaszcza że na gog.com można ją kupić w wersji spolszczonej (głosy pozostają oryginalne, ale wszelkie napisy są przełożone i to dość starannie). Dowiedzcie się, dlaczego kapitan strzelał i do kogo!

2 komentarze:

  1. Widziałam właściwie tylko początek gry, ale wystarczyło, żebym się wciągnęła w wydarzenia. Bardzo klimatyczna, świetnie pomyślana gra. Mnie się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też i to bardzo :) Lubię, kiedy w grze nie trzeba się spieszyć i trafiać idealnie w jakieś słabo widoczne piksele :) znak czasów chyba ;)

      Usuń