[O] Zbigniew Żakiewicz - Opowieści z Bajkolandii

Dzisiaj opowiem Wam o książce, którą ogromnie lubiłem w dzieciństwie, a która obecnie bardzo podoba się Perełce. Są to tytułowe "Opowieści z Bajkolandii" Zbigniewa Żakiewicza, wydanie z 1984 roku z ilustracjami Jadwigi Okrassy (co nie jest bez znaczenia, bo wiem szata graficzna jest dość specyficzna). Rzecz dzisiaj jest do dostania wyłącznie z drugiej ręki, nie znalazłem bowiem żadnych śladów ewentualnych wznowień, co - znając treść - jakoś mnie nie dziwi.

Bo musicie wiedzieć, że to nie są takie sobie zwykłe opowiastki o śmiesznych stworkach, w sam raz dla dzieci. Niektóre z nich są zabawne same z siebie, np. o jamniku Jeremiaszu, inne są zaskakująco refleksyjne ("Cygańskie srebro"), inne - radośnie abstrakcyjne ("Pan Tip Top"). Opowieść o Niczyporku, który jest wyśmiewany przez inne dzieci, kontrastuje z moralizatorską bajką o łakomym Utopcu. Nie jest to seria spójnych historii na jeden temat, raczej niczym niepowiązane opowiastki w różnych klimatach. Rzecz jasna, nie każdemu musi się to podobać - tu trzeba mieć chyba jakieś delikatne odchyły i abstrakcyjne poczucie humoru, żeby docenić nos Jeremiasza, udający trzmiela na biegunie północnym.

Swoje robi też oprawa graficzna, dość specyficzna, ale jednego nie sposób jej odmówić - zdolności do wrycia się w pamięć. Trąbę powietrzną, Jantarka, Utopca w sadzawce czy Tirlę-Pirlę pamiętam po dziś dzień, chociaż do elegancji rysunków Szancera czy Orłowskiej-Gabryś brakuje tu bardzo dużo.

Dlaczego polecam? Bo sam lubiłem, a kiedy wczoraj zacząłem czytać Perełce niektóre opowiastki, to dzisiaj musiałem kontynuować, a do kolacji przeczytaliśmy aż dwie. I przy historii o "Bursztynowym Chłopcu" widziałem, że śmiech z długich pończoch walczył z rozpaczą uwięzienia na zawsze w bursztynowej komnacie. Więc te opowiastki działają nadal, nawet na dzieci, wlepiające oczy w YouTube'a i mające do obejrzenia cuda animacji komputerowej. Czyż samo to nie może być powodem?...

Komentarze