wtorek, 8 września 2020

[K] Router ze strychu

Odkąd mieszkamy w nowym miejscu, istnieje pewien problem z dostępem do internetu. Na wsi, jak to na wsi, możliwości są zwykle ograniczone do LTE od któregoś z operatorów komórkowych albo "radiówki". My, ze względu na problemy techniczne i brak zasięgu "radiówki", zostaliśmy chwilowo skazani na LTE. Dwa lata temu przywiozłem pewnego dnia wielkie pudło od operatora, z anteną i routerem. No i się zaczęło.

Generalnie problemy były dwa: po pierwsze słaby zasięg dołączonego routerka, który jakoś może i ogarniał piętro domu, ale już przez strop rady sobie nie dawał. Drugi problem to zawieszenia od czasu do czasu (w sumie nawet nie wiem, czy to zawieszenia, czy wygaśnięcia dzierżawy, czy jeszcze coś innego). Grunt, że trzeba było restartować ustrojstwo, bo internet po prostu znikał.

Mam wprawdzie zalegające na strychu dwa całkiem niezłe routery - jeden od Netgeara, drugi od TP-Linka, ale nie mogłem ich użyć, ponieważ antena LTE wymaga zasilania przez port ethernet (POE), a moje routery takiego portu nie miały. Wprawdzie można sobie kupić odpowiednią "cegiełkę" z zasilaczem, ale bez inwestycji rzecz jest nie do zrobienia (tak, wiem, że skąpiłem tak niewielką kwotę!). Więc jedynie podłączyłem na dole repeater, który wzmacniał sygnał i jakoś to sobie tak nieco kulawo działało.

Dwa lata umowy się skończyły i zadzwonił miły pan od operatora, czy przedłużamy umowę. Jako że żadne nowe możliwości przyłączeniowe w okolicy się nie pojawiły, więc zgodziłem się pod warunkiem, że dostanę razem z umową lepszy router. I w paczce przyszedł faktycznie nowy router, ale także coś, przez co nawet go nie rozpakowywałem. Przyszła bowiem owa kostka zasilająca! Jak na skrzydłach pobiegłem na strych i zniosłem wypróbowany w boju Netgear AC1200, zanosząc w zamian całą paczkę od operatora (poza wspomnianą kostką). Teraz było już z górki - podłączyłem router kablem do komputera, raz dwa skonfigurowałem sieci WiFi (tak, aby nie musieć rekonfigurować repeatera na dole) i... działa! Tak prostu!

Z przeprowadzonych pomiarów o kilku porach dnia i wieczora wynika, że wzrosła prędkość połączenia po WiFi (wprawdzie z 18-20Mb do 30-35Mb, dochodzące do 50-60Mb, więc nie są to wartości imponujące), jednak ważniejsza jest stabilność i... niezależność od anteny. Wcześniej bowiem restart połączenia trwał całkiem długo, bo po wyłączeniu routera wyłączała się też antena przez niego zasilana, po czym wszystko musiało się uruchomić ponownie. Teraz antena jest zasilana stale, więc ewentualny restart routera nie ma na nią wpływu.

No i w sumie żałuję, że już te dwa lata temu nie pokusiłem się o zakup "zasilającej kostki" - ale wtedy nie przypuszczałem, że różnica w działaniu obu routerów będzie aż tak drastyczna...

1 komentarz: