niedziela, 10 maja 2020

[K] Affinity Publisher - DTP dla każdego

Kontynuuję testowanie oprogramowania ze stajni firmy Serif. Tym razem trzecia i jak na razie ostatnia aplikacja, Publisher. Jak łatwo się domyślić, służy ona do tworzenia publikacji i to nie tylko względnie prostych, jak książek z litym tekstem, ale także czasopism, folderów reklamowych, gazetek, prac magisterskich i tak dalej. W odróżnieniu od składania podobnych publikacji w popularnym Microsoft Wordzie, można się tu nie obawiać, że tabelki czy rysunki "rozjadą się", a tekst nagle zacznie się w połowie strony.

Desktop Publishing, czyli tytułowe DTP, było do niedawna zarezerwowane wyłącznie dla wysokiej klasy specjalistów, dysponujących potężnymi maszynami, dużą wiedzą i profesjonalnym oprogramowaniem. Od kiedy jednak w ręce zwykłych ludzi trafił wspomniany Word, każdy mógł pokusić się o "wydanie" czegoś swojego, choć akurat Word niespecjalnie się do tego nadawał. Ja poważniejsze publikacje składałem np. w CorelDraw, aczkolwiek nie jest to program, w którym wygodnie byłoby przygotowywać coś, co ma więcej niż kilka czy kilkanaście stron (a przynajmniej moja wiedza kilkanaście lat temu na to nie pozwalała).

Serif postanowiło stworzyć "pakiet idealny" dla małego wydawnictwa. Affinity Photo to przygotowanie i obróbka fotografii, Affinity Designer to grafiki, schematy, cliparty, Affinity Publisher zaś łączy to wszystko w zgrabną publikację.

Szykujemy publikację

Na potrzeby tego prostego testu przygotowałem kilka stron fikcyjnego magazynu dla działkowiczów. Nazwałem go roboczo "Hortus", czyli po łacinie "ogród". Po uruchomieniu Publishera wystarczy wskazać jeden z przygotowanych szablonów - ja wybrałem publikację w pionowym układzie A4:

Można oczywiście tworzyć własne szablony, jeśli komuś jest mało standardowych, da się też tworzyć źródłowe makiety, gdzie mamy już umieszczone z grubsza pewne elementy, przygotowaną stronę tytułową itp.

Z Lightrooma wyeksportowałem dwa zdjęcia z dzisiejszej sesji ogródkowej, jedno w pionie (na okładkę), a drugie w poziomie (jako tło stron 2 i 3). Wrzucenie obu zdjęć do magazynu i ich dopasowanie było banalnie proste, bo można to zrobić po prostu przez przeciągnięcie ich myszką np. z eksploratora Windows:

Popracowałem chwilę nad stroną tytułową. Dodawanie i formatowanie tekstów jest równie banalne, co umieszczanie fotografii i nikt, kto kiedykolwiek zmieniał czcionkę w jakimkolwiek edytorze nie powinien mieć z tym problemów. Oczywiście tekst może być nie tylko formatowany na rozmaite sposoby, ale mamy do dyspozycji mnóstwo opcji czysto edytorskich: przez style i formatowanie "znakowe" (gdzie możemy zdefiniować np. odstępy między literami) po formatowanie akapitów z uwzględnieniem przepływu tekstu, numerowań, podziału wyrazów, inicjałów, wyrównania do marginesów, wcięć, tabulatorów, pilnowania sierot, wdów i bękartów (to terminy z typografii, gdyby ktoś chciał się czepiać).

Rozmieszczanie elementów na obszarze strony bardzo ułatwiają pojawiające się linie-prowadnice, "poprzyczepiane" do pozostałych elementów strony, jej marginesów i punktów charakterystycznych (działa to identycznie jak w Designerze). Każdy element można też obrócić pod dowolnym kątem - ja w ten sposób umieściłem na skraju strony fikcyjny numer ISSN oraz kod kreskowy.

Ramki, tekst, przepływ

Druga i trzecia strona wymagały już nieco innych elementów. Tutaj oprócz tekstu artystycznego pojawiły się także ramki tekstowe, które przy składzie odpowiadają za miejsca, gdzie umieszczany jest tekst np. artykułu. Oczywiście, nie musi to być jedna wielka ramka na całą stronę, ale wiele ramek, połączonych ze sobą. Myliłby się bowiem ten, kto myślałby, że tekst umieszcza się w każdej z nich osobno - wystarczy te ramki połączyć, czyli zdefiniować przepływ tekstu, a później po prostu "wlać" tam jeden duży artykuł.

W przykładzie posłużyłem się standardowym "wypełniaczem", czyli fragmentem "Lorem ipsum" i po zdefiniowaniu dwóch połączonych ramek, wkleiłem tam wspomniany fragment. Ustawiłem krój czcionki i... gotowe.

Na stronie numer dwa postanowiłem umieścić popularną w czasopismach "poradę eksperta". Zwykle oprócz samego tekstu widnieje tam także fotografia "eksperta", która ma podnieść wiarygodność porady. Nie chciałem umieszczać tam własnej fotografii, więc postanowiłem skorzystać z mechanizmu Publishera, który potrafi pobierać zdjęcia stockowe, czyli pochodzące z różnych baz fotografii, co bardzo się przydaje, kiedy nie mamy akurat pod ręką niczego pasującego z własnego portfolio. Wyszukałem więc twarz mojego "eksperta" i przeciągnąłem ją na makietę. I tu nastąpił pierwszy zgrzyt we współpracy z Publisherem, ponieważ ten element programu nie jest dopracowany. Owszem, zdjęcie koniec końców się pojawiło i wszystko było OK, ale sam moment po przeciągnięciu to... "zwis" programu. Podejrzewam, że trwa wówczas pobieranie zdjęcie z serwisu internetowego, a skoro zdjęcia są rzeczywiście w wysokiej rozdzielczości, to i odrobinę się to przeciąga. Zdecydowanie lepiej jednak byłoby, gdyby program po prostu wyświetlił jakąś ramkę z ikonką pobierania i samo pobieranie kontynuował w tle, bo przez moment zamarłem - testowa gazetka nie była jeszcze w tym momencie zapisana i zawieszenie programu zmusiłoby mnie do pracy od zera!

Integracja

Zdjęcie przyciąłem, przeskalowałem i umieściłem obok porady, po czym przyjrzałem się jeszcze całości. Pod dolną ramką na stronie numer trzy zdjęcie troszkę przeszkadzało w czytaniu (było za ciemne), więc postanowiłem przetestować jeszcze jedną ciekawą funkcję pakietu od Serif. Ta funkcja to... integracja. Ale nie taka, jak to się zazwyczaj widzi - że np. zaznaczamy zdjęcie i każemy je otworzyć w innej aplikacji z pakietu. Nie, to działa tak: mamy do dyspozycji trzy duże ikony, nazwane "Persona" (Publisher, Photo i Designer) - jeśli oczywiście mamy wszystkie trzy programy na dysku. Teraz wystarczy w dowolnym momencie kliknąć którąś z ikon i aplikacja "staje się" tą wybraną. Chcemy do zdjęcia dodać fikuśny cień i zmienić nieco kolory? Klikamy "Photo Persona" i nagle mamy do dyspozycji menu i paski narzędziowe z Affinity Photo, więc możemy po prostu obrobić wybrane zdjęcie. Mimikra jest tak doskonała, że ciągle widzimy naszą publikację, po prostu zmienia się zestaw dostępnych narzędzi. Naprawdę przydatna sprawa i naprawdę robi wrażenie, a co najważniejsze - bardzo dobrze działa!

Przeskoczyłem więc na chwilę do Designera i tam narysowałem biały prostokąt, ustawiłem go pod moją kłopotliwą ramką, dodałem rozmycie krawędzi, aby prostokąt się za bardzo nie wybijał z tła i tyle. Mogłem wrócić do Publishera.

Publisher a sprawa polska

Jeśli tworzymy publikację w języku polskim, to dość istotna jest dostępność pewnych mechanizmów wspomagających, np. słownika - a tego, niestety, nie dostajemy tutaj w komplecie. Na szczęście istnieje w miarę proste rozwiązanie tego problemu, tylko trzeba pobrać pakiet słownikowy z aplikacji LibreOffice (jest darmowy). Rozpakowujemy do folderu Program Files\Affinity\Publisher\Resources\Dictionaries\pl-PL\ zawartość folderu dictionaries\pl_PL\, restartujemy Publishera i już. Ramki z tekstem w języku polskim powinny od razu zostać rozpoznane, co skutkuje włączeniem sprawdzania pisowni oraz możliwością uruchomienia dzielenia wyrazów.

Jeśli już mówimy o dzieleniu wyrazów, warto przyjrzeć się dość rozbudowanemu panelowi, który kontroluje ten proces. Można tu ustawić np. jak długie wyraz powinny podlegać dzieleniu, ile dzieleń "pod rząd" można zastosować itp.

Przyznam, że to bardzo przydatne opcje, pozwalające tworzyć dokumenty spełniające większość wymagań profesjonalnej publikacji.

Wydaje mi się, że opcji "językowych" jest w Publisherze wystarczająco dużo - braku tezaurusa bym się nie czepiał, bo w końcu autorzy tekstów nie wpisują artykułów bezpośrednio w aplikacji do składu, tylko dostarczają tekst pisany we własnych aplikacjach, już po korekcie językowej.

I na zewnątrz!

Po zakończeniu tworzenia publikacji możemy przejść do przetworzenia jej na postać, która będzie najbardziej sensowna przy dalszej pracy. Najczęściej będzie to eksport do formatu pdf, nieformalnego standardu, akceptowanego przez wszelkie drukarnie. Jest to format, który powinien bez problemu przenieść cały, skomplikowany nawet układ publikacji, bo do tego właśnie został stworzony.

I to w zasadzie tyle. Jednostronicowe dokumenty możemy, oczywiście, zapisać także w formacie jpg czy psd, ale dla wielu stron poza plikami pdf alternatywy tu nie znajdziemy.

I co ja na to?

Przyznam, że podobnie jak z pozostałymi aplikacjami od Serifa, także z Publisherem pracowało mi się nad wyraz sprawnie i przyjemnie. W zasadzie nie miałem z niczym problemu, choć przecież składem nie zajmuję się ani zawodowo, ani codziennie.

To, co mnie najbardziej urzeka w pracy z całym pakietem, jest szybkość i płynność (pomijam ściąganie stockowych grafik). Przełączanie "person" jest bardzo sprytne, a na dodatek dobrze zrobione. Rozmieszczanie elementów także rozwiązano świetnie - bardzo łatwo wszystko do siebie dopasować tak, by nic nie odstawało nawet na przysłowiowy piksel.

Cóż mogę powiedzieć - jest bardzo dobrze. Jeśli jeszcze Serif popracuje nad drobiazgami (pobieranie zdjęć, wymiarowanie w Designerze) oraz doda kilka formatów eksportowych (cdr, ai, pdf z warstwami tekstowymi!), to naprawdę do amatorskich prac będzie to pakiet nie do pobicia. A myślę, że i do małych wydawnictw też okaże się wyśmienity.

Przy tym wszystkim ceny poszczególnych aplikacji są bardzo korzystne, zwłaszcza w obecnym czasie, więc według mnie warto wziąć pod uwagę zakup, poprzedzając go testami.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza